Katarzyna Hohorek: Tlenownia pobudza kreatywność

Na temat oferty Centrum Kultury i Biblioteki Publicznej w Czempiniu i ich funkcjonowania w nowym miejscu, jakim jest Centrum Aktywizacji Społecznej „Tlenownia” rozmawiamy z Katarzyną Hohorek, dyrektorem obu placówek.

Katarzyna Hohorek

– Od kiedy Centrum Kultury i Biblioteka Publiczna stacjonują w Tlenowni? Czy zbiegło się to z jej otwarciem?
Jesteśmy tutaj już dwa i pół miesiąca. Obiekt udostępniono nam po wszystkich odbiorach technicznych i budowlanych, co nastąpiło w połowie sierpnia. Tak więc mieliśmy dwa tygodnie na przeprowadzkę przed oficjalnym otwarciem budynku, którego termin został ustalony z wyprzedzeniem i był nieodwołalny. Musieliśmy się w związku z tym mocno spiąć, żeby w tak krótkim czasie przenieść całe Centrum Kultury, Bibliotekę i stworzyć wystawy w Izbie Muzealnej. Do tego przygotowania związane z otwarciem, by wszystko jak najlepiej wypadło. We wrześniu mogliśmy w końcu rozpocząć to, na co czekaliśmy ponad dwa lata – normalną pracę, choć tak naprawdę cały czas jeszcze się tu urządzamy. Nadal czekamy na niektóre meble. Myślę, że proces oswajania Tlenowni potrwa jeszcze jakiś czas. A ponadto, przecież ten obiekt żyje, pewne rzeczy, potrzeby, zmiany weryfikuje życie. Przykładowo pojawiły się już plany na przemalowanie jednej ze ścian w Klubie Malucha, by móc na niej przywieszać prace dzieci. To są więc takie ewolucje wynikające z codziennych działań.

– A czy jako pracownicy instytucji kultury, które będą funkcjonowały w obiekcie, mieliście wpływ na jego projekt?
Obiekt był realizowany w systemie zaprojektuj i wybuduj, a całość nadzorował Urząd Gminy. Były jednak takie momenty, kiedy proszono nas o konsultacje dotyczące konkretnych elementów, między innymi pracowni. Narady dotyczyły także zastosowanych rozwiązań w sali widowiskowej, zabiegałam tu o projekt akustyczny, bo dobra słyszalność jest niezwykle istotna w takim miejscu. Udało się dobrze to zadanie zrealizować, dźwięk jest tu teraz bez zarzutu. Z kolei dla przestrzeni przeznaczonych na bibliotekę wnioskowałam o możliwość przygotowania projektu wyposażenia wnętrz, by nasi czytelnicy czuli się u nas dobrze. Ponadto na pewnym etapie realizacji projektu okazało się, że na drugim piętrze nie jest przewidziana toaleta. A przy pracowni plastycznej i sali do zajęć z dziećmi jest ona niezbędna. Uwzględniono to więc w projekcie. Powiedziałabym jednak, że wszystko to były raczej kosmetyczne poprawki.

– Dwa miesiące to nie jest wprawdzie długi okres czasu, ale czy może Pani już powiedzieć na ile zmienił się Wasz komfort pracy?
– Oj zmienił się zdecydowanie, oczywiście na korzyść. Przyznaję, że mnie jako dyrektorowi dowodzenie dwoma instytucjami kultury, które znajdowały się dotychczas na dwóch przeciwległych rogatkach miasta było bardzo uciążliwe. A w momencie, kiedy weszliśmy do jednego miejsca, samo zarządzanie jest o wiele łatwiejsze. Wprawdzie inicjatywa, która pojawiła się około rok temu, by połączyć Centrum Kultury i Bibliotekę w jeden podmiot nie doszła do skutku, ale i tak ich współpraca jest mocno zazębiona. Poczynając od spraw codziennych, jak pomoc chłopaków z CK przy przeniesieniu ciężkiego kartonu z książkami z biblioteki czy też przy obróbce jakiegoś zdjęcia, do współpracy przy organizacji różnych wydarzeń. Poza tym wszystkie sekcje działają teraz w jednym miejscu, a wcześniej były rozsiane po całej gminie. Gdzieś próby miała kapela dudziarska, gdzie indziej orkiestra dęta, a jeszcze gdzie indziej chór. Jedno miejsce daje nie tylko komfort, ale otwiera również możliwości współpracy i realizacji wspólnych pomysłów. Poczynając od tych małych, jak wykorzystanie jakiegoś instrumentu w realizowanym przedsięwzięciu, poprzez duże wspólne projekty, np. z okazji świąt narodowych. Jako dyrektorowi jest mi łatwiej podpatrywać próby. I nie chodzi tutaj absolutnie o kontrolę, bo nie zamierzam wtrącać się do pracy instruktorów. Ale na bieżąco mogę obserwować postępy i zobaczyć jakimi sekcjami możemy się pochwalić, kogo już zaprezentować, a z kim trzeba jeszcze popracować. Codzienny kontakt z instruktorami to także szansa na spontaniczne łączenie różnych pomysłów – synergia kreatywności w czystej postaci.

A minusy obiektu? Są jakieś?
– Nawet jeżeli są, to ja ich chyba jeszcze nie znajduję. Musimy się przyzwyczaić do większych przestrzeni, przez co trzeba się trochę nachodzić po korytarzach, a czas ucieka dużo szybciej. Ale właśnie dzięki tym przestrzeniom chce się tu być. Poza tym wciąż rodzą się nowe pomysły, a zespół pracowników jest niezwykle kreatywny. Przewrotnie powiem, że pewnym minusem jest to, że Centrum Aktywizacji Społecznej tętni życiem, przez co trudniej skupić się na jakimś zadaniu. Bo przecież Tlenownia to nie tylko kultura… Mieszkańcy wpadają tu często, by zwiedzić obiekt lub po prostu pobyć, bez jakiegoś konkretnego celu. Ale to też nie wada, bo stwarza kolejne możliwości. To seniorzy chcą bardziej angażować się w życie kulturalne, to grupa osób podsuwa pomysł na działania związane z fotografią… I znowu pojawia się wiele nowych działań i możliwości, których inspiracją są mieszkańcy i goście. Ten kompleks potrzebuje od nas dużo czasu i sporo ludzi do obsługi. Wiele chcielibyśmy zaoferować, jest wiele pomysłów, a doba nie chce się rozciągnąć.

– Co nowego Tlenownia oferuje mieszkańcom? Oczywiście mam tutaj na myśli ofertę kulturalną.
Pojawiło się wiele nowych, mam nadzieję atrakcyjnych propozycji.Poszerzyła się mocno paleta zajęć, w tym indywidualnych.Mamy naukę gry na instrumentach. Nowością jest pracownia ceramiczna i pracownia animacji poklatkowej, którą rozwijać będziemy dzięki pozyskanym przez nas środkom z programu Konwersji Cyfrowej Domów Kultury. W końcu mogą się u nas odbywać zajęcia taneczne, które dotychczas funkcjonowały na hali Herkules. O ile jednak wcześniej te zajęcia nie były mocno oblegane, teraz musieliśmy stworzyć już dwie pełne grupy dla dzieci. Tańca towarzyskiego uczą się zarówno dzieci, jak i dorośli. Poszerzyła się także oferta dla maluchów. Myślimy nieustannie o kolejnych działaniach, m.in. seansach filmów krótkometrażowych nie tylko dla dzieci. Mamy w końcu wspaniałą salę widowiskową, która daje cały wachlarz możliwości. To nie jest już sala sportowa, którą musieliśmy za każdym razem aranżować na potrzeby kulturalne. Salę mamy gotową do działań.

– Czy w związku z tym, że Tlenownia jest tak okazałym obiektem z funkcjonalną salą widowiskową, pojawiają się pomysły na wyjście z ofertą kulturalną poza gminę? Mam tu na myśli jakąś sztandarową imprezę, która przyciągnęłaby widzów z całej Wielkopolski, a może i z kraju?
Owszem, wpisywaliśmy nawet takie działania w naszą strategię. Potrzebujemy jeszcze trochę czasu, by się w pełni rozpędzić i wrócić do działań przerwanych przez pandemię. Cały czas słuchamy potrzeb i staramy się kreować nowe. Mamy za sobą już jeden interesujący projekt. To koncert „Muzyka na drewnie, skórze, rogu i mosiądzu”, zainicjowany przez muzyka jazzowego Macieja Fortunę, a łączący jazz i muzykę popularną z kulturą ludową w wykonaniu naszych dudziarzy. I właśnie w tym kierunku, czyli wykorzystywania własnego potencjału twórczego, chcielibyśmy zmierzać. Nie chcemy stać się wyłącznie areną dla różnych przedsięwzięć zewnętrznych, które nijak mają się do naszej działalności. Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć wydarzenia przynajmniej o randze wojewódzkiej, ale z mocnym, czempińskim akcentem promującym naszą gminę i jej kreatywnych mieszkańców.