Marek Pinkowski: Soplicowo ma już 23 lata

O historii Skansenu Soplicowo w Cichowie, jego lokatorach, a także o gościach oraz o atrakcjach i wydarzeniach tu organizowanych rozmawiamy z Markiem Pinkowskim, pomysłodawcą i zarządcą tego niezwykłego miejsca na mapie powiatu kościańskiego.

– Soplicowo istnieje już przeszło 20 lat. To spory kawałek czasu.
– Otwarcie odbyło się w czerwcu 1999 roku, a więc już 23 lata temu. Była to impreza z pompą, pamiętana jeszcze do dziś. Stanowiła świetną i darmową promocję dla małej gminy, jaką jest Krzywiń. Wyszliśmy wtedy na pierwsze strony gazet ogólnopolskich, zjechały się także radio i telewizja. Dowodem na to, jak tamto wydarzenie wpłynęło na rozwój gminy, była cena działek turystycznych w Cichowie. Według stawek sprzed 20 lat sprzedawano je za 15-17 zł za metr kwadratowy, a po otwarciu Soplicowa cena wzrosła do 50 zł. W czasie otwarcia nie brakowało „wron”, które krakały, że skansen Soplicowo utrzyma się przez 2-3 lata, a potem nic z tego nie będzie. Tymczasem my trzymamy się już 23 lata i wciąż chętnie przyjeżdżają do nas goście.

– Soplicowo to nie tylko skansen filmowy, w którym znajdują się budynki przeniesione z planu filmowego Andrzeja Wajdy, ale również baza noclegowa i oferta dla firm w wybudowanym Dworze Sopliców. Czy jest tu rozdział, czy wszystko funkcjonuje jako całość?
– Jeśli chodzi o skansen, to ja jestem jego zarządcą i dzierżawcą.Właścicielem jest natomiast Krzywińskie Towarzystwo Kulturalne, któremu gmina Krzywiń przekazała to krótko po otwarciu. O ile jednak na początku widziałem tam jakiś zapał, to później Towarzystwo niespecjalnie chciało przeprowadzać jakiekolwiek inwestycje, które były wymagane przez różne instytucje nadzorcze, nie mówiąc o remontach. Jednak w kwietniu tego roku prezesem Towarzystwa został Paweł Buksalewicz, były burmistrz Krzywinia, w którego osobie pokładam nadzieje w zaangażowanie się w prace w tym miejscu. Powróciła także współpraca z samorządem. Z kolei jeśli chodzi o tzw. Soplicowo murowane, to już jest mój i żony dorobek życia, którym wspólnie zarządzaliśmy 20 lat. Teraz zostałem niestety sam, bo żona zmarła. Staram się przy tym dbać o to miejsce jak mogę, choć bez żony jest to już dużo trudniejsze. To ona była moją prawą ręką. Przydałby się też pomału mój następca. Na dzieci nie mogę liczyć, bo zarówno córka, jak i syn mają poukładane swoje życie zawodowe.

– Jak zatem teraz funkcjonuje Soplicowo? Na jakie atrakcje mogą liczyć zwiedzający?
– Po pierwsze to oferta dworu, o której już wspomniałem. Firmy organizują u nas szkolenia czy bankiety, a osoby prywatne najczęściej wesela. Skansen z budynkami gospodarczymi i zwierzętami jest natomiast otwarty dla wszystkich w weekendy. Ze szczególną radością odwiedzają nas dzieci, które cieszą się na spotkania ze zwierzętami, a rodzice w tym czasie z chęcią idą na obiad do naszej karczmy. Ponadto licznie odwiedzają nas wycieczki szkolne, ten okres jest już właśnie za nami w związku z rozpoczęciem się wakacji. Są nauczyciele, którzy wolą zabrać dzieci do kina i McDonald’sa, ale jest na szczęście całkiem spora grupa tych, którzy robią ambitniejsze wycieczki, chociażby Szlakiem Mickiewiczowskim. Odwiedzają przy tym Muzeum Mickiewicza w Śmiełowie, po drodze zaliczają jeszcze jakiś inny punkt i przyjeżdżają do Cichowa. Tutaj, po krótkiej prezentacji, dzieci mogą się wyhasać do woli. Ponadto to, co przyciąga do nas większą liczbę osób, to ciekawe wydarzenia rekreacyjne i sportowe. Obecnie odbywa się u nas wypełniona atrakcjami Majówka w Soplicowie, a także czerwcowy Triathlon Soplicowo.

– Tegoroczny triathlon odbył się już po raz czwarty. Zawodnicy bardzo chwalą sobie tą imprezę z uwagi na jej niepowtarzalny klimat. Wpisała się zatem chyba na dobre w kalendarz wydarzeń Soplicowa?
– Zdecydowanie tak, co mnie bardzo cieszy. Świetnie, że gmina w to weszła, natomiast organizacją zajmuje się prywatna firma Ponakai. Przyznaję, że najpierw miałem wątpliwości co do takiego rozwiązania, ale teraz widzę, że robią to ludzie bardzo zorientowani w temacie. Aż miło popatrzeć. Natomiast co do wydarzeń związanych z majówką, to już moja inicjatywa. I tak 1 maja mamy Zlot Zabytkowych Traktorów. W tym roku impreza przykuła tłumy. Z kolei 3 maja organizujemy Towarzyskie Zawody Konne. Mają one bogatą tradycję związaną z Klubem Jeździeckim „Agro-Handel”. Swego czasu właściciel Agro-Handlu, Jan Ludwiczak jako największy przedsiębiorca w regionie namawiał mnie na przeprowadzenia zawodów konnych w Soplicowie. Tak też się stało, ale później otworzył klub jeździecki w Olszy, zresztą na bardzo wysokim poziomie. Zawody w Soplicowie zostały jednak, choć teraz mają charakter towarzyski. Tegoroczną trzydniową Majówkę w Soplicowie uzupełnił Dzień Łowiecki 2 maja. W ten dzień nasza karczma serwowała dziczyznę z polskich lasów, a także odbył się koncert muzyki myśliwskiej muzyki. To spokojniejszy dzień pomiędzy dwoma intensywnymi wydarzeniami. Oceniając te wszystkie propozycje, myślę że brakuje nam jeszcze czegoś w środku wakacji. Może jakiś koncertów czy też nawiązania do filmu. Kilka lat temu bardzo mocno Soplicowo promował  Międzynarodowy Dzień Sikawek Konnych. Zdecydowano jednak o organizacji tego wydarzenia co roku w innym miejscu powiatu, czego bardzo żałuję.

– Wspomniał Pan już podczas naszej rozmowy o zwierzętach. Czy wśród mieszkańców Soplicowa są jeszcze gwiazdy filmowe?
Niestety nie, bo życie zwierząt jest z reguły krótsze od ludzkiego. Nie ma już z nami psa Bianka, krowy bukietki z „Bożej Podszewki”, sokoła, który złączył dłonie Skrzetuskiego i Heleny w „Ogniem i mieczem”. Ale w Soplicowie wciąż są zwierzęta, głównie takie, które kiedyś znajdowały się w gospodarstwach. A więc kaczki, gęsi, kozy, barany. Wszystkie zwierzaki chodzą swobodnie po całym terenie. Możemy się więc natknąć na kozę Miecię, najstarszego wśród zwierząt osła Romana czy emerytkę sportową Dagulę, która zastąpiła klacz Zulę. Nadal hoduję także sokoły, a teraz będzie ich nawet więcej, bo pojawiły się młode.

– A szkoleniem zwierząt do filmów jeszcze się Pan czasem zajmuje?
– Odkąd zająłem się Soplicowem, już w zasadzie nie, bo to wymagało wyjazdów. Ponadto, tak jak już wspomniałem, aktorzy już odeszli, ale pozostały wspomnienia i opowieści. Obecnie udzielam jeszcze natomiast konsultacji telefonicznych, bo zdarza się, że ktoś zadzwoni z pytaniami z produkcji filmowej. Muszę powiedzieć, że prowadzenie Soplicowa, mimo codziennych problemów, a także odejścia żony, wciąż sprawia mi przyjemność. Brakuje natomiast rąk do pracy. U nas jest ona specyficzna, bo odbywa się głównie w weekendy, a poniedziałek jest dla nas niedzielą. Nie każdemu to odpowiada. Młodzież też stała się bardziej wymagająca, jest mniej skłonna do poświęceń. Ale jednocześnie uważam, że praca jest urozmaicona, bo przedsięwzięć i zadań jest bardzo dużo – od organizacji i obsługi małego bankietu, przez weselną ucztę, po pikniki rekreacyjne i kulturalne czy obsługę takich imprez jak triathlon. Zainteresowanych zachęcam zatem do kontaktu.