Zbiórka dla Marysi z Brenna przy Rzeczodzielni [ZDJĘCIA]

Pełna ciężarówka z rzeczami pochodzącymi ze zbiórki wyjechała w sobotę po południu z Kościana do Brenna. Cały dochód z ich sprzedaży zasili konto Marysi chorującej na rdzeniowy zanik mięśni.

Zbiórka pod sklepikiem Rzeczodzielni mieszczącym się na os. Jagiellońskim trwała w sobotę od samego rana. Mnóstwo osób podchodziło do wolontariuszek z reklamówkami pełnymi nakrętek oraz tekstyliów. Ponadto wielu mieszkańców, w tym także spoza Kościana, podjeżdżało samochodami wyładowując zbierane rzeczy, w tym również makulaturę.

Radość miały również dzieci, które najbardziej cieszyła możliwość zakupu losu. Przed zbiórką przygotowano ich około 200, a zainteresowanie nimi było tak duże, że podczas zbiórki trzeba było je jeszcze dorabiać na bieżąco. A za każdy zakupiony w cenie 5 zł los przysługiwała nagroda – od maskotek uszytych przez panie z Rzeczodzielni, poprzez zabawki, gry, książeczki, a na bonach do pizzerii czy kosmetyczki skończywszy. Dochód ze sprzedaży losów zostanie przekazany na rzecz Marysi z Brenna oraz Piotrusia z Kościana, a także innych podopiecznych Rzeczodzielni.

Dodajmy, że jeszcze przed sobotnim finałem zbiórki, przez dwa tygodnie w garażu jednej z założycielek Rzeczodzielni gromadzone były wszystkie rzeczy na rzecz zbiórki.

Po południu osoby zaangażowane w akcję ze Stowarzyszenia Rzeczodzielnia Kościan oraz grupy Dajmy Pomoc Ludziom w Potrzebie ładowały wszystkie worki i kartony na dużą ciężarówkę. Z Kościana, przez Śmigiel, pojechała ona do Brenna, gdzie wszystko zostanie sprzedane. To tam trafiają dary również z innych pobliskich miejscowości, gdzie organizowane są podobne akcje, w tym dzisiaj m.in. w Śmiglu. Łącznie potrzeba 9 mln zł, więc tylko poprzez zjednoczenie sił będzie możliwe zebranie takiej kwoty.

Łącznie zebrano do trzech puszek: dla Marysi – 718 zł, dla Piotrusia z Kościana na potrzebne mu ortezy – 258 zł, dla innych podopiecznych Stowarzyszenia Rzeczodzielnia – 364 zł. Znacznie większa kwota zasili konto Marysi ze sprzedanych rzeczy, których łącznie było kilka ton, można się więc spodziewać kwoty nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Fot. Milena Waldowska