Patryk Hampel na bieżni. Bicie rekordu trwa [ZDJĘCIA]

O godzinie 17.00 minęło 45 godzin na ustanowienie rekordu Guinessa w potrójnym Ironmanie w hali, jednak Patryk nie pokonał do tego czasu pełnego dystansu. Jeszcze jednak nie wszystko stracone, bo i tak jest pierwszym człowiekiem na świecie, który ma szansę zaliczyć cały dystans w warunkach halowych.

Przed godziną 17.00, kiedy odwiedziliśmy kościański basen, na którym Patryk mierzy się z zadaniem, do zakończenia całego dystansu Indoor Triple Ultra Triathlon brakowało mu jeszcze 55 km. Przypomnijmy, że do pokonania łącznie ma 11,4 km, następnie 540 km na przypiętym rowerze oraz 126,6 km na bieżni elektrycznej. W tej chwili biegnie na bieżni, a wg szacunków cały dystans powinien zakończyć miedzy godz. 20.00 a 22.00. Za nim już natomiast pływanie, od którego rozpoczął wyzwanie (zobacz: Próba bicia rekordu Guinnessa w Kościanie rozpoczęta [ZDJĘCIA]) oraz rower.

Jeszcze nic nie jest nic przesądzone, bo wytyczne dotyczące pokonania całego dystansu w 45 godzin dotyczyły zawodów ultra, które odbywają się na zewnątrz, a nie w formule halowej. Patryk jest  pierwszą osobą na świecie, która podjęła się dystansu ultra potrójnego Ironmana w warunkach halowych. Tak więc Guiness Guinessem, ale to co zrobi, jeżeli skończy zawody, i tak zapisze się w historii. A będziemy walczyć o to, by zostało to oficjalnie uznanetłumaczy Marysia Hampel, żona człowieka z żelaza, który podjął się wyzwania.

Patryk Hampel, który na co dzień pracuje jako trener personalny, do podjęcia wyzwania przygotowywał się przez półtora roku. Pomagał mu w tym cały team, a najbardziej zaangażowanych jest 7 osób. Wszystkie one od początku ustanawiania rekordu, czyli od godz. 20.00 w piątek cały czas są przy nim. Są zmęczeni, bo snu w ciągu tego czasu było łącznie raptem niecałe 3 godziny, ale też niezwykle zadowoleni, że wszystko zmierza już do końca. – Mieliśmy różne nieprzewidziane sytuacje podczas startu, z którymi trzeba się jednak zmierzyć i które są nie do uniknięcia. Ale myślę, że świetnie sobie poradziliśmy, to jest nasz pierwszy start ultra i uważam że jest naprawdę rewelacyjniepodkreśla Marysia Hampel.

W najtrudniejszym momencie, kiedy Patryk jeszcze walczył o rekord 45 godzin nie miał nawet czasu na jedzenie. Niezbędna glukoza i sole mineralne przyjmował wówczas dożylnie. Dopiero na ostatniej prostej pozwolił sobie na dostarczenie normalnego posiłku, ale nie przerywając biegu.

Trwa również pokonywanie dystansu na bieżni oraz na rowerku stacjonarnym a cel charytatywny, jakim jest pomoc dla 4-letniej Kai chorującej na nowotwór mózgu. Mimo wcześniejszego małego zainteresowania zapisywaniem się na bieg, w czasie bicia rekordu  ustawiła się już kolejka chętnych do spróbowania swych sił i wpłaty 30 zł na rzecz Kai. Po zakończeniu całej akcji zostanie ona dokładnie podsumowana łącznie z kwotą, którą uda się uzbierać.

Fot. Milena Waldowska