Bezdomni w Kościanie: Zobaczyć człowieka

W Parku Miejskim im. Kajetana Morawskiego w Kościanie pan Krzysztof mieszka pod parasolem z letniego ogródka piwnego. – Tę plandekę to ja mu załatwiłem, bo spał pod folią. I materace dwa też, z hotelu obok. Chcieli wyrzucić – mówi Marian Maliński, rzeźbiarz pracujący przy parku. – Codziennie go odwiedzamy i proponujemy pomoc, ale nie chce jej przyjąć – mówi Sylwia Grupińska dyrektor OPS w Kościanie. W zeszłym roku zamarzł tam człowiek.

W Kościanie przebywa na stałe około pięciu osób bezdomnych, choć te liczby się zmieniają, osoby również. Niektóre wyjeżdżają do innych miast, niektóre niestety umierają. Wyspecjalizowane służby, a także ludzie dobrej woli starają się dotrzeć do nich z pomocą, na miarę swoich możliwości.

Przedstawiamy obszerne fragmenty artykułu zatytułowanego „Zobaczyć człowieka”, który ukazał się w „Gazecie Kościańskiej” z 21 grudnia. Gazeta będzie dostępna w sprzedaży do 3 stycznia.

GK, 21 grudnia:
Mieszka niespełna dwa kilometry od kościańskiego Rynku. Raptem kilkanaście minut spacerem. Idziemy więc długą ścieżynką pośród drzew, która nagle opada w dół. W nocy temperatura spadła do 9,5 na minusie. Teraz jest około -6. Pod nogami chrzęszczą zmrożone liście.  Za małym zakrętem na wątłej witce młodego drzewa wisi ręcznik łazienkowy w ładny, różowy deseń. Czy to łazienka? Kilkanaście metrów dalej pośród zszarzałych już liści lekko poprószonych śniegiem leży kremowa plandeka z nazwą popularnego piwa. W pniu drzewa, jak w kominku, stoi garnek. Wieje tam lodowaty wiatr. Na gałęzi z drugiej strony leżyska wisi torba. Przed wejściem do prowizorycznego namiotu ciepły jeszcze popiół wygasłego ogniska. Wokół panuje porządek. Nikogo nie zastaliśmy. Marian Maliński wsuwa do namiotu karton z kilkoma kawałkami drożdżowego placka, które chwilę temu przyniósł mu Bogusław Kostyk, szef miejscowego oddziału PCK i działacz na rzecz krwiodawstwa. – Miła niespodzianka, mam nadzieję  – stwierdza rzeźbiarz.

Pod plandeką są dwa materace. Jeden na ziemi, a drugi ustawiony pionowo obok tworzy ściankę. Może można się do niej przytulić?  Widać też ze trzy koce. Nie mam odwagi zaglądać głębiej. W końcu weszliśmy tu bez pytania. Jest XXI wiek, środek Europy, miasto w jednym z bogatszych regionów Polski, gdzie w konstytucji wpisane jest prawo do godności, a obowiązkiem władz przeciwdziałanie bezdomności i  zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych. Za trzy dni wigilia  Bożego Narodzenia. Na kilkudziesięciu tysiącach stołów wigilijnych naszego kościańskiego ustawimy dodatkowy talerzyk.

– W zeszłym roku mieszkały tam dwie osoby i razem z Marianem Malińskim przygotowaliśmy dla nich na całe święta jedzenie. Po prostu o nich myślimy. Jak dwa dni ich nie widzimy, zaglądamy tam, czy wszystko w porządku. Do Mariana przychodzą telefon naładować, albo na ciepłą herbatę i się trochę ogrzać. Pierogi na ich wigilię  akurat kupiłem, ale ryby żona specjalnie przygotowała. I śledzik w oleju był, i taki na tacce, i ciasta. Obliczyliśmy, żeby starczyło dla czterech osób i na całe święta, bo może ktoś do nich przyjdzie? W tym roku pewnie też coś przygotujemy mówi Kostyk.

W zeszłym roku w tym samym obozowisku bezdomny zamarzł. Po prostu rankiem już się nie obudził. Znalazł go strażnik miejski. – Wtedy wyglądało to jeszcze gorzej, bo spali pod folią ogrodniczą. Marian załatwił im tę plandekę. Jest solidniejsza…  – wzdycha Kostyk.

Straż Miejska co roku prowadzi Akcję Zima i stara się dotrzeć do wszystkich, którzy są zagrożeni zamarznięciem. Tylko w zeszłym roku strażnicy 166 razy interweniowali w sprawie osób bez bezpiecznego miejsca. – Wszystko jednak, co możemy zrobić, to porozmawiać i powiedzieć z jakiej pomocy mogą skorzystać. Obudzić, jeśli śpią w niebezpiecznym miejscu – stwierdza Maciej Szymczak, komendant Straży Miejskiej w Kościanie.  – Tego pana z parku odwiedzamy i raptem wczoraj wręczyliśmy mu ulotkę z Caritasu. Caritas się do nas sam zgłosił, że chętnie pomogą. Ulotkę przekazaliśmy. Mam nadzieję, że skorzysta. Nic więcej zrobić nie możemy. Nie można kogoś siłą umieścić w noclegowni.

Zdaniem komendanta na stałe w Kościanie ,,mieszka’’, a raczej bytuje zwykle około pięciu osób bezdomnych, ale teraz wie o trzech. Przyjezdni, czyli wyrzuceni przez konduktora z pociągu za brak biletu,  zwykle szybko starają się wyjechać do większego miasta. Czasem OPS kupuje im bilety. W Kościanie nie ma ogrzewalni, ani żadnego bezpiecznego dla nich miejsca do spania. 

–  To obozowisko w parku funkcjonuje już ze trzy lata. Bywa tam i więcej osób – mówi Szymczak. – Teraz jest jedna. Statystki są niestety  niepokojące…. Z bezdomnych, którzy związali się z Kościanem, w tym roku zmarły już dwie osoby…  O tych wiem…

Ośrodek Pomocy Społecznej ma dziś pełne ręce roboty z węglowymi dodatkami, ale o tych co nie mają gdzie tego węgla wrzucić  nie zapomina. W placówce nie ma konkretnej osoby wyspecjalizowanej w pomocy bezdomnym. Pana Krzysztofa w parku pod plandeką odwiedzają regularnie różni pracownicy. Tuż przed mrozami też byli.

– Ten pan pochodzi z gminy Śmigiel i to z gminą, w której ma ostatni meldunek ustalamy możliwość pomocywyjaśnia Sylwia Grupińska, dyrektor OPS w Kościanie. – Ma na pewno możliwość zamieszkania w schronisku w Lesznie, tam została zawarta umowa z Gminą Śmigiel. Osoby bezdomne, które ostatnie miejsce zameldowania miały na terenie naszego miasta są również kierowane do Leszna, gdzie mamy dwa miejsca, albo do schroniska w Kołaczkowie w Kujawsko-Pomorskim (160 kilometrów od Kościana – red). Tutaj zapewniamy, w szczególności, schronienie z usługami opiekuńczymi (…). Rzecz w tym, że ten pan nie chce naszej pomocy. Czasem specjalnie nas unika (…). Czasem trzeba lat pracy pracownika socjalnego, by taka osoba zechciała skorzystać z pomocy. To długofalowy proces, a często dopiero w schronisku jest możliwość wprowadzenia indywidualnego planu wychodzenia z bezdomności. Najważniejsze, by ten ktoś chciał o siebie zawalczyć (…).

Jest czwartek, rano. Pan Krzysztof jest akurat na herbacie u Malińskiego. Dlatego mam okazję porozmawiać przez telefon. Przychodzi do rzeźbiarza wygrzać się i pogadać.

– Pani nie wie, co się w tych noclegowniach dzieje. Oni z opieki są mądrzy i jedyne co chcą, to wysłać gdzieś człowieka. A ja tam nie chcę. Tam samo złodziejstwo… Dziwni ludzie. Byłem, próbowałem i nie… Póki mogę, wolę tak.  Ja tu wszystko mam… – mówi pan Krzysztof.Spałem już kiedyś na dworze przy minus osiemnastu. Trzy lata temu… Co mi dziewięć i pół – przekomarza się. Bezdomny jest – jak sam deklaruje – od pięciu lat. Nie ma dowodu osobistego. Twierdzi, że ukradła mu go kościańska młodzież. Zastanawia się, czy z dowodem miałby szansę na większą pomoc. Jakiś kąt?  Dla uciekinierów od wojny w końcu udało się coś choć na jakiś czas przygotować. Czemu dla niego nie? Wyrobić dokumentu nie może, bo nie ma zdjęcia i nie ma na jego zrobienie pieniędzy.  Pomysł z namiotem alpinistycznym i ciepłym śpiworem mu się podoba. Pewnie byłoby cieplej…

– Namiot, nie jest rozwiązaniem. Tutaj też może zamarznąć. To nie załatwia problemu. Pytanie, czy osoba w kryzysie bezdomności ma żyć, tak jak do tej pory, czy podjąć próbę wyjścia z miejsca, w którym się znajduje?argumentuje dyrektor Grupińska.

Bo przede wszystkim zawsze trzeba widzieć w człowieku człowieka  – mówi Marian Maliński.

(AL)