Bałagan przy Obrze w Kiełczewie. Wracamy do sprawy

Przypomnijmy, że krótko przed Świętami Bożego Narodzenia Wody Polskie zakończyły oczyszczanie dna Kanału Obry na odcinku pomiędzy obwodnicą Kościana a żelaznym mostem w Kiełczewie. Wyciętą roślinność pozostawiono na wale.

Bałagan przy Obrze w Kiełczewie

Trzciny z dna kanału przykryły często uczęszczaną przez mieszkańców ścieżkę pieszo-rowerową. Prace wykonywane były w ramach zadania „Awaryjne udrożnienie Kościańskiego Kanału Obry i Mosińskiego Kanału Obry” przez wykonawcę ENBIS Spółka z o.o., wyłonionego w postępowaniu przetargowym. Zakres robót przewidywał dokonanie mechanicznego hakowania dna kanału z odłożeniem – zagospodarowaniem urobku w pasie kanału pozostającym w administracji Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie. Prace realizowane były w okresie pomiędzy 23 listopada a 21 grudnia 2020 r. wyjaśnia Jarosław Władczyk, rzecznik prasowy Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Poznaniu.

Przedstawiciel Wód Polskich dodaje, że podczas realizacji robót wykonawca spotkał się z życzliwością mieszkańców Kiełczewa, którzy okazywali duże zadowolenie z faktu konserwacji cieku, gdzie, jak twierdzili, od 20 lat nie widzieli koparki, która właściwie udrożniła kanał. – Roboty były wykonywane zgodnie z zawartą umową, zatwierdzonymi kosztorysem ofertowym oraz dokumentacją wykonawczą i specyfikacją techniczną wykonania i odbioru robót. Materiał wydobyty z dna cieku został ułożony wzdłuż kanału na brzegu, na działkach przynależnych pod powierzchniowe wody płynące, administrowane przez PGW Wody Polskiedodaje Jarosław Władczyk.

Nieco inaczej jednak wykonane prace oceniają władze gminy Kościan. – Niezależnie od tego, na czyim terenie pozostawiono odpady, należałoby je posprzątać. Poza tym pora roku na tego typu zadania, przy wysokim stanie wody, nie jest najszczęśliwsza – ocenia Mirosław Duda, zastępca wójta gminy Kościan.

Tymczasem Wody Polskie odpierają zarzuty o pozostawiony bałagan, tłumacząc, że wydobyty materiał ma ulec naturalnemu rozkładowi. Sprzątaniu nie sprzyja teraz również czas epidemii, a nade wszystko trzciny składowane są na wałach nie należących do gminy. – Obszar ten nie jest objęty żadną umową dzierżawy lub użyczenia z gminą Kościan, czy też z innym podmiotem, a dotychczasowy sposób korzystania z niego przez mieszkańców gminy, czyli wydeptana i wyjeżdżona ścieżka, nie jest w żaden sposób z naszym przedsiębiorstwem uzgodniony – podkreśla Władczyk.Władze gminy, jak dotąd, nie zwróciły się do Wód Polskich z wnioskiem o udostępnienie terenu na budowę ścieżki pieszo-rowerowej, czy też wytyczenie innego szlaku komunikacyjnego. Dlatego niezrozumiała jest dla nas krytyka ze stron przedstawicieli samorządu.

Z tym zarzutem nie zgadza się z kolei wójt gminy Kościan. – Rzeczywiście nie ma żadnej umowy użyczenia, ale w tym momencie Regionalny Zarząd nie bierze pod uwagę zwyczajowych uzgodnień. Mieszkańcy korzystają z tego przejścia od dawna wydeptując ścieżkę. Tak było od wielu lat, jeszcze zanim powołano Wody Polskie, a ciekami wodnymi zarządzał Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych – mówi wójt Andrzej Przybyła i dodaje: Analogicznie, czy jeżeli w lesie jest ścieżka, z której korzystają wszyscy mieszkańcy, mamy ją użyczać od leśników?

Tymczasem Wody Polskie na ten rok zapowiadają oczyszczanie kolejnych odcinków Kościańskiego Kanału Obry. Ponadto pracownicy instytucji systematycznie zajmują się konserwacją i utrzymaniem wałów przeciwpowodziowych wzdłuż kanału.