Podczas ubiegłorocznej zimy trwała walka z zagrożeniem powodziowym, co miało związek z dużą ilością opadów od jesieni. Największa kumulacja nastąpiła w lutym, kiedy to powstało zagrożenie przerwania zapory czołowej na zbiorniku retencyjnym Wonieść. Mija rok od tamtych wydarzeń. Czy teraz jesteśmy już bezpieczni?
W ubiegłym roku sytuacja była wyjątkowa. Poziom wody był wysoki zarówno w samym Kanale Obry w Kościanie i w okolicy, ale również w pobliskich ciekach, w tym w Kanale Mosińskim oraz na zbiorniku Wonieść. – Musimy sobie zdawać sprawę, że takie sytuacje jak obecna nie zdarzają się co roku, a nawet raz na kilkadziesiąt lat, że zbiornik zostaje w całości wypełniony wodą – mówiła w lutym ubiegłego roku wojewoda wielkopolska Agata Sobczyk podczas wizyty na tamie.
Rzeczywiście w tym roku mamy o wiele mniej opadów, a poziom wody jest dużo niższy. Na Kanale Obry wynosi on w tej chwili około 130 cm, podczas gdy stan ostrzegawczy zaczyna się od 180 cm. Nie oznacza to jednak, że problem można bagatelizować, co pokazują chociażby wydarzenia sprzed kilku miesięcy na Dolnym Śląsku.
– Jeśli chodzi o zbiornik w Wonieściu, wykonaliśmy dużą pracę, aby po sytuacji z ubiegłego roku, nagłośnić problem – zapewnia starosta kościański Artur Opas. – Zaprosiliśmy panią wojewodę, aby pokazać jej obecną sytuację.
Przypomnijmy, że wizyta wojewody miała miejsce w październiku ubiegłego roku. W jej trakcie dokładną prezentację na temat specyfiki zbiornika retencyjnego Wonieść i kanałów Obry oraz Mosińskiego przedstawił kierownik Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Andrzej Ziegler. Ponadto jesienią wojewoda powołała Zespół Doradczy ds. Ochrony Zasobów Wodnych i Oceny Ryzyka Powodziowego. W jego ramach eksperci mają za zadanie koordynować współpracę i działania różnych podmiotów odpowiedzialnych za ochronę zasobów wodnych, a także przeciwdziałać negatywnym skutkom zmian klimatu oraz oceniać ryzyko powodziowe.
Powołany zespół ma zatem bardziej podejmować szybkie działania w razie zagrożenia, ale to nie rozwiązuje problemu. Konieczna jest kompleksowa naprawa zapory, by zapobiec jej przeciekaniu.
– Jesteśmy po rozmowach z Wodami Polskimi. Przewidywane koszty remontu tamy to 50 milionów zł. Zatem sporo, ale Wody o takie środki wnioskują. Być może sprawa rozstrzygnie się pozytywnie jeszcze w tym roku, za co mocno trzymamy kciuki – zapewnia starosta.
Druga kwestia to stan okolicznych cieków wodnych. – Mamy zapewnienie, że nasze cieki będą utrzymywane w stopniu lepszym niż do tej pory. Powiat jakiś czas temu współfinansował zakupienie kosiarki do wykaszania dna kanałów. Dyrekcja Wód deklaruje chęć utworzenia stałej ekipy do utrzymywania cieków w dobrym stanie na terenie naszego powiatu. Nie ma natomiast niestety zgody na pogłębienie i odmulenie kanałów. Musimy zatem utrzymywać wszystko w ten sposób, aby woda miała gdzie spływać – mówi Artur Opas.
Jednym z działań zapobiegawczych jest ponadto utrzymywanie niskiego poziomu wody na zbiorniku Wonieść. Przez całą tegoroczną zimę poziom wody na śluzie ma być utrzymywany na wysokości około 90 cm.
0 0
Przez rok nadal " toczą się rozmowy" czyli nic nie zostało zrobione!