Wspomnienia kościańskiego skauta

W setną rocznicę Powstania Wielkopolskiego publikujemy wspomnienia Ignacego Andrzejewskiego – jednego z członków Kościańskiej Rezerwy Skautowej.

Brama, przez którą kościańscy skauci przedostali się na teren pruskiego garnizonu nocą z 29 na 30 grudnia 1918 roku.

Wypadki poznańskie w dniu 27 grudnia wzbudziły w umysłach młodych konspiratorów chęć natychmiastowego czynu. Pewna część proponowała wyjazd do Poznania. W Poznaniu odradzano napływu oddziałów z prowincji – natomiast zachęcano do działania na własnym terenie. To też w dniu 28 grudnia 1918 r., na wieść, że broń tut Bati. 37 p. p. – zmagazynowana w jednym z pawilonów Zakładu Psychiatrycznego – ma być pospiesznie wywieziona w głąb Niemiec, powstała w oddziale odruchowo myśl odebrania Niemcom broni tej w otwartej walce. Później jednak, po naradzie, wysunięto plan odebrania broni nocą, by – zmyliwszy czujność Niemców, uniknąć rozlewu krwi. Komenda „Rez. Skautowej” po zbadaniu terenu – postarała się o to, by Polacy zatrudnieni w „Wach und Siecherheitsdienst” objęli nocą służbę, trzymając się możliwie z dala od pawilonu zawierającego broń – czyniąc to wszystko w najgłębszej tajemnicy.

Przed tak ważnym krokiem, jak napad na arsenał wojskowy, zwrócili się kierownicy „Rezerwy Skautowej” – delegując Janusza Czaplickiego, Romana Simińskiego i Jana Garszczyńskiego, do członków Rady Ludowej, zebranych w dniu 29 grudnia 1918 r. wieczorem w redakcji “Gazety Polskiej”, z prośbą o pomoc i ewentualne poparcie moralne. I tym razem spotkali się niestety nie tylko z odmową współpracy, ale i współodpowiedzialności.

Wobec takiego stanowiska członków Rady Ludowej postanowiła Rezerwa Skautowa zdobywać broń własnymi siłami i na własną odpowiedzialność.

Chodziło jeszcze o pozyskanie dla sprawy stróża, pilnującego nocami terenów Zakładu Psychiatrycznego, który wyraził obawę, że może stracić swe stanowisko, gdy w czas nie zaalarmuje swych władz. Wobec tego udała się w tej sprawie delegacja Rezerwy Skautowej w osobach Maksymiliana Tomaszewskiego, Romana Simińskiego i Józefa Jurgi, jeszcze tego wieczoru, do komisarza Straży Ludowej p. M. Dónaja, który potraktował sprawę przychylnie i przyrzekł stróżowi, w razie utraty stanowiska – odpowiednie odszkodowanie.

Na zarządzony przez komendanta Józefa Kamińskiego w pamiętną niedzielę dnia 29 grudnia 1918 r. późnym wieczorem (10.30) nagły cichy alarm, zbiegło się w pojedynczych grupach około 50 członków Rezerwy Skautowej do lokalu p. Simińskiej przy Rynku 30. Zebrali się wszyscy w winiarni, gdzie Józef Kamiński i Roman Simiński w przemówieniach wyjaśnili cel alarmu i stwierdzili, że oddział w zdobywaniu broni może liczyć tylko na własne siły. Komendant Józef Kamiński wskazywał na skutki, jakie mogą nastąpić, gdy sprawa się nie uda, oświadczając, że jeżeli ktoś z obecnych chce się wycofać, może to uczynić, jednakże pod warunkiem zachowania tajemnicy. Nikt z obecnych nie wyszedł. Nastąpiło wspólne przyrzeczenie w miejsce przysięgi, wydano hasło, które brzmiało „Wolność” i dowódca podzielił oddział na grupy. Pierwszą grupę objął Maksymilian Tomaszewski, następne Jan Banaszak, Roman Simiński oraz były ppor. Stanisław Sikora. Janusz Czaplicki podjął się patrolowania terenu dla bezpieczeństwa mając na rękawie opaskę „Wach und Sicherheitsdienst’u”.

W przewidywaniu ewentualnych krwawych niespodzianek ze strony załogi batalionu niemieckiego, zorganizowało kierownictwo Rezerwy Skautowej w domu Czaplickich pogotowie sanitarne z kandydatem medycyny ppor. Jórgą Teofilem na czele.

Około godz. 11.30 w nocy wyruszyła grupa Maksymiliana Tomaszewskiego (10 ludzi) z wspomnianego lokalu wyjściem frontowym i weszła na teren Zakładu Psychiatrycznego z ulicy Wrocławskiej (dziś Aleje Kościuszki), przeskakując ogrodzenie. Stróż Zakładu został – w myśl poprzedniej umowy – ubezwładniony, przy czym odebrano mu klucze od bramy zachodniej Zakładu. W ciemności dotarli spiskowcy do pawilonu z bronią. Magazyn był zamknięty. Trzeba go było otworzyć siłą, co trwało chwilę czasu. Na szczęście padał deszcz, który tłumił odgłosy tej pracy. Spiskowcy wtargnęli niebawem do wnętrza magazynu z latarkami kieszonkowymi w ręku, dostarczonymi przez Janusza Czaplickiego i poczęli wynosić co komu pod rękę wpadło. Broń wszelkiego rodzaju wynoszono drzwiami i podawano sobie oknem, niosąc w ciemności do bramy zachodniej przy Placu Bernardyńskim (dzisiejszy Plac Paderewskiego), gdzie ją odbierały grupy Banasiaka, Simińskiego i Sikory, które wyruszyły stamtąd tylnymi zabudowaniami. Grupy te odnosiły zdobycz dzisiejszą ulicą Sienkiewicza i ul. Sierakowskiego do stojącego na końcu tej ostatniej woza, przysłanego przypadkowo z Krzywinia. Pracowano w milczeniu, wynosząc ciężkie skrzynie z ręcznymi granatami, ciężkie i lekkie karabiny maszynowe oraz karabiny ręczne po kilka od razu.

Naładowany wóz wysłano natychmiast do Nacławia, gdzie część broni ulokowano w stodole p. Czesława Frydera, resztę odesłano do Krzywinia. W porozumieniu z p. Fryderem pilnował złożonej u niego broni posterunek Rezerwy Skaut. (śp. Aleksander Tomaszewski, Henryk Tomaszewski oraz Józef Jendraszyk), z którym utrzymywał Janusz Czaplicki łączność telefoniczną. Dnia następnego wieczorem posterunek ten został, na skutek uspokojenia się w Kościanie, wycofany – a bronią zajęli się nacławscy powstańcy.

Dalszą broń, złożoną w toku akcji na placu przy Rzeźni Miejskiej, ulokowano w stodole przy zabudowaniach gospodarskich p. Wytyka za Rzeźnią. Zdobyczy, ukrytej w słomie owej stodoły, pilnowały nocami posterunki Rezerwy Skautowej. Ważniejsze części do karabinów maszynowych schowano w tylnych zabudowaniach domu p. Simińskiej. W toku akcji stwierdzono, że pewna ilość karabinów była naładowana. Mimo grożącego stąd niebezpieczeństwa nie zaszedł żaden wypadek wystrzału, choć podawano sobie z rąk do rąk po kilka karabinów od razu i wieziono naładowany karabinami wóz po bruku do Nacławia.

Na ogół odbyło się wszystko bez większych przeszkód. Sprzyjała też spiskowcom w dużym stopniu noc ciemna i ulewa.

Po skończonej pracy rozeszli się spiskowcy zmoczeni i zmęczeni, ale z wewnętrznym zadowoleniem z dokonanego czynu, do domów, zabierając dla siebie karabiny i inne części uzbrojenia. Pewna część tylko patrolowała nadal oczekując ewentualnych skutków alarmu uwolnionego stróża. W Zakładzie Psychiatrycznym jednakże panował spokój.

Wyniesiono ogółem: 6 ciężkich karabinów maszynowych i 12 lekkich karabinów maszynowych z kompletnymi przyborami, około 800 karabinów ręcznych, 107 braunlngów „Walthera”, 7 skrzyń granatów ręcznych jajk., 9 skrzyń granatów trzonowych, 27 skrzynek po 250 naboi km. i 19 skrzynek po 500 naboi, oraz 33 skrzyń amunicji do karabinów ręcznych.