Dorota Kinal: Mam wielki szacunek dla ludzi

O pracy w Urzędzie Wojewódzkim, współpracy z samorządami, o Wielkopolsce i o Kościanie rozmawiamy z Dorotą Kinal, wicewojewodą, kandydatką na burmistrza Kościana w ostatnich wyborach samorządowych.

Dorota Kinal

 – Mija pół roku od objęcia przez Panią stanowiska wicewojewody. Czy przez ten czas wsiąknęła Pani w nowe obowiązki?
– Zdecydowanie tak. Choć obejmując nowe stanowisko wiele obszarów było mi wcześniej nieznanych. Przez 27 lat byłam nauczycielką, potem wicekuratorem, zatem moja praca koncentrowała się głównie na oświacie. Jako wicewojewoda natomiast nadzoruję pracę różnych wydziałów, w tym polityki społecznej i zdrowia, cudzoziemców, straży łowieckiej oraz rybackiej, zespołu do spraw orzekania o niepełnosprawności. Koordynuję także prace inspekcji handlowej, ochrony roślin, farmaceutycznej i weterynaryjnej. Musiałam zapoznać się z tą tematyką, przeanalizowałam wszelkie akty prawne. Spędziłam po kilkanaście godzin w każdej z podległych mi inspekcji przyglądając się pracy pracowników. Przyznaję, że moje obecne zajęcie jest wyczerpujące z jednej strony, pouczające z drugiej, ale największa wartość to ludzie, których poznaję. Biorąc bowiem udział w licznych spotkaniach, konferencjach, sympozjach spotykam mnóstwo wspaniałych ludzi, którzy mają w sobie wiele kreatywności, innowacyjności i potrafią robić niesamowite rzeczy. Zawsze znajduję czas dla ludzi, ponieważ uważam, że władza szczególnie musi przysłuchiwać się temu, co mają do powiedzenia obywatele.

– Zatem obowiązków ma Pani teraz więcej niż na stanowisku wicekuratora?
– Zdecydowanie więcej. Są sytuacje, że tego samego dnia rano jestem na targach rolniczych, gdzie wręczam nagrody najlepszym producentom rolnym, a po południu otwieram kongres onkologów. I wszędzie muszę być przygotowana. Gdziekolwiek jadę, z szacunku dla osób, którzy mnie zapraszają, staram się dowiedzieć jak najwięcej o danym miejscu. Mój dzień pracy jest długi. Wstaję o 5.00 rano, o 6.00 już jestem w pociągu jadącym do Poznania. Najczęściej do domu wracam późno, często przywozi mnie kierowca, bo nie mam już połączenia kolejowego. Są też spotkania w weekendy. Ale nie narzekam, bo nigdzie indziej nie byłabym w stanie uczestniczyć w tylu przedsięwzięciach i tyle zobaczyć. Poza tym nie jestem żadnym wyjątkiem pod względem czasu pracy. Podróżując pociągiem spotykam wiele osób dojeżdżających do pracy, a kiedy wieczorem zdarza mi się wracać koleją, widzę te same twarze. Polacy bardzo ciężko pracują, całe dnie są poza domem.

– Jako wicewojewoda jest Pani pracownikiem administracji rządowej na terenie Wielkopolski. Czy Urząd Wojewódzki współpracuje z samorządami?
– Oczywiście, że tak, jest wiele obszarów współpracy. Wiele osób nie odróżnia władzy samorządowej od rządowej. To nic złego, bo tak naprawdę każda władza powinna iść w tym samym kierunku i służyć obywatelowi. Ani burmistrz, ani wójt nie dysponują innymi pieniędzmi, poza tymi, które otrzymują od obywateli. A rząd dzieli te pieniądze na organy prowadzące, które nimi gospodarują. Zatem odcinanie się od linii rządu, co czynią niektóre samorządy, jest nieuzasadnione. Czasami mam wrażenie, że to tylko wygodna wymówka. Jak ludzie są niezadowoleni, to się zgania na rozporządzenia, które wprowadza rząd. Choć ja osobiście jako wicewojewoda mam bardzo dobre relacje z samorządowcami. Nie dostałam jeszcze złego sygnału od wójta, burmistrza czy starosty. Często jest tak, że jak wójt lub starosta ma problem, to dzwoni do mnie lub przyjeżdża. Przykładowo kwestie uwłaszczenia ziemi, szkolnictwa, dofinansowania różnych projektów – rozmawiamy i wspólnie staramy się znaleźć najlepsze rozwiązanie. Atmosfera w urzędzie też jest bardzo dobra. Mimo, że mamy rok wyborczy i zdajemy sobie sprawę z panem wojewodą, że notowania rządu nie są obecnie najlepsze. Nie mamy jednak czasu, by politykować, my jesteśmy od pracy i pomagania obywatelom.

– Poruszyła Pani kwestię wyborów, a także niezadowolenia społeczeństwa w wielu obszarach. Czy podziela Pani te głosy i czy nie obawia się o wyborczy wynik jesienią?
– Zdaję sobie sprawę, że po wyborach wszystko może się zmienić. Wicewojewodą zostałam z ramienia Polskiego Stronnictwa Ludowego będącego w koalicji rządzącej. Zatem w grudniu, po ukonstytuowaniu się nowego rządu, mogę być już bez pracy. Ale wchodząc na tę ścieżkę wiedziałam, z czym to się wiąże. A obecne stanowisko jest dla mnie ogromną nobilitacją, dlatego staram się być rzetelna, sumienna i wiarygodna w swojej pracy. Natomiast co do polityki rządu, żadna władza nie zadowoli wszystkich. Zawsze będą głosy krytyki, zawsze coś można zrobić lepiej.

– Jeździ Pani dużo po Wielkopolsce. Jak ocenia Pani nasze województwo i co tutaj należałoby poprawić?
– Wielkopolanie słyną z gospodarności. Mamy najniższy wskaźnik bezrobocia w stosunku do całego kraju kształtujący się na poziomie 7-8 proc., a w samym mieście Poznaniu jest to niewiele ponad 3 proc. Do naszego regionu przybywają nowi inwestorzy, a to jest podstawa rozwoju. W ostatnim czasie zostało wyremontowanych wiele dróg, powstają też nowe, choć sam Poznań i dojazd do niego, szczególnie od strony Komornik, jest mocno zakorkowany. Jako Wielkopolanie jesteśmy bardzo pracowici. Takie miasta jak Grodzisk Wlkp., Gostyń, Środa Wlkp., Słupca, Opalenica – mają ducha i ciągle dużo się w nich dzieje. Ale są też miasta i rejony, które nie wykorzystały możliwości dofinansowania ze środków unijnych lub pewne decyzje zostały podjęte tam zbyt pochopnie. Uważam też, że kultura w Wielkopolsce powinna stać się bardziej masowa. Ceny biletów do teatrów są dla wielu Wielkopolan zbyt wysokie. Za mało środków na kulturę mają też samorządy. Są takie miejscowości, gdzie przez całe tygodnie nic się nie dzieje.

– Jak na tym tle przedstawia się Kościan i jak ocenia Pani nasze miasto z punktu widzenia osoby, która kandydowała na burmistrza?
– Kościan jest pięknym i zadbanym miastem. Jest tu dużo zieleni, chodniki i drogi są wyremontowane. Dużo osób wyjeżdża jednak do pracy poza miasto, bo nie ma innych możliwości. To miasto urzędów, szkół i marketów. Nie obwiniam za ten stan rzeczy obecnych władz, bo wiele decyzji zapadło dużo wcześniej. Sama będąc burmistrzem podejmowałabym trochę inne decyzje dotyczące funkcjonowania niektórych instytucji. Wynik wyborów pokazał, że pan burmistrz ma ogromne poparcie i trzeba to uszanować. A co ja bym zmieniła? Moim zdaniem w Kościanie brakuje trochę spontaniczności. Ja mam w sobie dużo radości i chciałam podzielić się z nią z mieszkańcami. Dałabym też nowego ducha w szkołach i przedszkolach. Na pewno jeździłabym także osobiście do ministerstwa widząc, że jest możliwość wyszarpnięcia jakichkolwiek pieniędzy. Mam w sobie dużo siły i energii, dlatego chciałam poprowadzić miasto. Byłoby nieco inaczej, ale czy lepiej, nie wiem. Tutaj ocenę musieliby już wystawić mieszkańcy.