Słoneczko promienieje dla dzieci

Na temat działalności Stowarzyszenia Oliwskie Słoneczko z siedzibą w Lubiniu, jego początkach i jubileuszu dziesięciolecia, a także o kulisach przeniesienia zarządu z Gdańska do Wielkopolski rozmawiamy z jego założycielem i prezesem, Robertem Zaborskim.

– Proszę powiedzieć skąd pomysł na stowarzyszenie działające na rzecz dzieci?
– Zaczęło się od Orderu Uśmiechu, który otrzymałem w grudniu 2003 r. na wniosek dzieci polskich i litewskich. Byłem wtedy najmłodszym Kawalerem Uśmiechu na świecie, a wyróżnienie przyznano mi za działania na rzecz dzieci i młodzieży, które rozpocząłem w wieku 18 lat. Początkowo pracowałem z trudną młodzieżą, później przerodziło się to w działania z różnymi grupami, byłem też szefem Caritasu przy archikatedrze w Gdańsku Oliwie. Nagroda przyznana od dzieci zainspirowała mnie do stworzenia stowarzyszenia. I tak w 2004 r. w Gdańsku powstało Stowarzyszenie Oliwskie Słoneczko. Nazwa wywodzi się od Oliwy, czyli dzielnicy Gdańska, z której pochodzę oraz od Słoneczka, czyli słonecznego symbolu Orderu Uśmiechu. Zakładając stowarzyszenie nie zdawaliśmy sobie nawet sprawy ze skrótu jego nazwy, czyli SOS. Dziś nasze słoneczko promienieje już od 10 lat, a przez ten okres udało się zrobić wiele dobrego na rzecz najmłodszych. Swoją drogą ten czas minął nam niesamowicie szybko.

– Jak to się stało, że z dużego miasta, jakim jest Gdańsk stowarzyszenie przeniosło swoją działalność do małej, wielkopolskiej miejscowości, jaką jest Lubiń?
– W 2009 r. po kilkunastu latach przerwy nawiązałem kontakt z obecnym przeorem Opactwa Benedyktynów, z którym chodziłem razem do szkoły. Był pod wrażeniem tego, co robimy. Zaproponowałem mu, by naszą coroczną akcję śpiewania kolęd „Gwiazdy Dzieciom”, zorganizować w Lubiniu. Przystał na to z radością i od tego czasu zaczęliśmy ściągać znanych artystów do Lubinia. Po jakimś czasie powstał tu oddział wielkopolski naszego stowarzyszenia, a po półtora roku przenieśliśmy siedzibę całkowicie do Lubinia. A dlaczego zdecydowaliśmy się na taki krok? Odpowiedź jest bardzo prosta. W dużych miastach jest ogromna konkurencja wśród stowarzyszeń typu non profit i organizacji pozarządowych. Kiedy zaczynaliśmy naszą działalność, wszyscy sobie pomagali, a dzisiaj ze sobą rywalizują. Lubiń jest natomiast niesłychanie wdzięcznym miejscem. Oczekiwania tutejszej społeczności są zupełnie inne od oczekiwań mieszkańców dużego miasta, którzy są przesyceni wieloma rzeczami, a wręcz zepsuci. Tymczasem od samego początku w Lubiniu zaczęli do nas dobijać młodzi ludzie, obecnie mamy 23 aktywnych członków stowarzyszenia z tego terenu. Dla nich wszystkich robienie czegoś dla drugiej osoby ma głęboki podtekst, to nie jest tylko pusty gest.

– Przez kilka miesięcy działalności w Lubiniu udało się już chyba wiele zrobić?
– Zdecydowanie tak. Zaczęliśmy od remontu budynku byłej pastorówki, w którym znajduje się nasza obecna siedziba, a który otrzymaliśmy w bezpłatne użyczenie od opactwa. Dzięki dotacji z ministerstwa w nowej siedzibie stworzyliśmy małą salę kinową oraz kawiarenkę. Zagospodarowaliśmy również otoczenie, czyli Słoneczną Krainę, gdzie znajdują się stoliki i ławeczki, jest miejsce na ognisko. Wkrótce dojdzie nam jeszcze jedna atrakcja, gdyż 31 maja podczas festynu z okazji Dnia Dziecka zostanie otwarte mini zoo. Będzie w nim siedem zwierzątek, w tym kózki karłowate i alpaka z prywatnej hodowli, pojawi się również osiołek. Każdy będzie mógł odwiedzić to miejsce bezpłatnie, podziwiać zwierzęta i zrelaksować się.

– Czym obecnie zajmuje się Oliwskie Słoneczko?
– Zajmujemy się głównie prawidłowym zagospodarowaniem czasu wolnego dzieci i młodzieży w okresie wolnym od nauki, a więc podczas ferii zimowych oraz letnich wakacji. Ale przeprowadzamy również wiele akcji w ciągu roku. Są to pikniki, odwiedziny dzieci w szpitalach z naszymi maskotkami, a także w placówkach wychowawczych. Organizujemy również wyprawki szkolne dla uczniów, a także wypoczynek dla dzieci z gminy Krzywiń. To nasza codzienna działalność, poza tym robimy to, z czym jesteśmy przede wszystkim kojarzeni, a więc organizujemy koncerty i spotkania z udziałem znanych artystów. Poprzez te działania chcemy integrować ludzi, zachęcać do wyjścia z domu, a także dostarczać rozrywkę tym, których nie stać na kulturę.

– W tym roku stowarzyszenie obchodzi swoje dziesięciolecie. Świętowanie zaczęło się spektakularnie od wizyty w Watykanie i spotkania z papieżem Franciszkiem.
– Rzeczywiście, ta wizyta, która miała miejsce 2 kwietnia, czyli w rocznicę śmierci Jana Pawła II, była dla nas niesamowitym przeżyciem. A doszło do niej dzięki listowi, który wysłałem do Watykanu opisując naszą działalność i kierując zapytanie, czy istnieje możliwość w tym wyjątkowym dla nas roku spotkania z Ojcem Świętym. Mniej więcej po miesiącu zadzwonił do mnie arcybiskup Konrad Krajewski, jałmużnik papieski nie kryjąc podziwu dla naszej działalności. Po ustaleniu szczegółów wraz z moimi przyjaciółmi ze Słoneczka pojechaliśmy do Rzymu. Okazało się, że zostaliśmy zaproszeni do tzw. sektora specjalnego dla gości papieża Franciszka, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy. Mieliśmy przygotowane prezenty dla Ojca Świętego w postaci piernikowej mitry i piuski wykonanej przez jedną z firm z Kaszub, na której było napisane po włosku: „Dziękujemy Ojcze Święty Franciszku. Pozdrawiamy słonecznie”. Przygotowaliśmy również naszą maskotkę, a także piuskę, którą papież symbolicznie wymienił. Spotkał mnie zaszczyt krótkiej rozmowy z Franciszkiem, podczas której wręczyłem mu prezenty. Drugiego dnia czekała nas jeszcze większa niespodzianka w postaci wizyty na trzecim piętrze Pałacu Apostolskiego, gdzie znajdowały się apartamenty Jana Pawła II i słynne okno papieskie. Zostaliśmy wprowadzeni na taras, gdzie Ojciec Święty często się modlił, mieliśmy cały Plac Św. Piotra u stóp.

– Jakie jeszcze wydarzenia przygotowują Państwo w związku z okrągłą rocznicą?
– Główne uroczystości planujemy na sierpień. Odbędzie się wówczas jubileuszowy Wielki Integracyjny Piknik „Gwiazdy Dzieciom” połączony z otwarciem muzeum Tercetu Egzotycznego. Będzie to pierwsze w naszym kraju muzeum zespołu muzycznego. A Tercet Egzotyczny to najstarszy polski zespół funkcjonujący na polskiej scenie od ponad 50 lat. Przez te wszystkie lata nagromadziła się więc niezliczona liczba strojów, płyt, instrumentów, rękopisów nut i innych pamiątek. Dotychczas członkowie zespołu chowali to wszystko gdzieś po szafach, ale namówiłem jego wokalistkę, Izabelę Skrybant-Dziewiątkowską, z którą przyjaźnię się od przeszło 20 lat, by zgromadzić zbiory w jednym miejscu. Przyjęła ten pomysł z entuzjazmem, gdyż będzie to przedłużenie żywotności zespołu na długie lata. Z kolei Gmina Krzywiń oprócz Cichowa i Soplicowa, czy też szlaku Adama Mickiewicza, zyska kolejną atrakcję turystyczną.