Pokonali koronawirusa, opowiadają nam swoją historię walki z chorobą

O ile na początku epidemii widmo zakażenia wydawało się odległe, tak w tej chwili jest już na wyciągnięcie ręki i może dopaść każdego. Poprosiliśmy dwie osoby, które przeszły zakażenie, by podzieliły się z nami i z czytelnikami swoimi doświadczeniami związanymi z chorobą.

Liczba zakażonych koronawirusem mieszkańców naszego powiatu od początku epidemii wynosi już 1400 (stan na czwartek, 18.11.2020) i codziennie dochodzą kolejne. Służby sanitarne nie informują już w tej chwili o liczbie osób przebywających w kwarantannie, bo są ich setki.

Przebieg zakażenia przybiera różną postać. Od zupełnie bezobjawowej, poprzez lekką, ciężką, a na zagrożeniu życia skończywszy. Objawy także są różne. Zapytaliśmy dwóch kościaniaków – kobietę i mężczyznę reprezentujących młodsze pokolenie o ich doświadczenia związane z chorobą, którą niedawno przeszli. Asia jest nauczycielką w gminie Kościan, a Tomek pracuje w instytucji publicznej w Kościanie (imiona bohaterów zostały zmienione).

– Choroba rozwinęła się u mnie szybko, praktycznie od początku byłam mocno osłabiona, straciłam również smak i węchmówi Asia. – Najśmieszniejsze jest to, że na trzy tygodnie przed zachorowaniem przeszłam kwarantannę, która była spowodowana kontaktem z osobą zakażoną. Nic mi wówczas nie dolegało i po okresie izolacji wróciłam do pracy. Było to jeszcze przed wprowadzeniem nauczania zdalnego w szkołach.

Minęło zaledwie kilkanaście dni, a nauczycielka poczuła się źle. Zlecony przez lekarza rodzinnego test na obecność wirusa SARS-CoV-2 okazał się pozytywny. Joasia jest przekonana, że ogniwo zakażenia musiało być wśród uczniów, tym bardziej, że drugi nauczyciel wspomagający w klasie również zachorował. – Potwierdza się, że dzieci przechodzą w większości zakażenie bezobjawowo, ale niestety roznoszą wirusamówi kościanianka. Dodaje, że jak tylko dowiedziała się o pozytywnym wyniku, nie czekała na reakcję sanepidu, a obdzwoniła wszystkie osoby, z którymi miała bezpośredni kontakt, by pozostały w domach.

Nieco inny początek związany z chorobą miał Tomek. – Początkowo czułem się trochę słabo, ale nic nie wskazywało na to, że to może być Covid-19. Tym bardziej, że w poprzednich sezonach chorowałem na grypę, a objawy były podobne. Przez cały czas zachowałem również węch i smak mówi mężczyzna.Z dnia na dzień słabłem jednak coraz bardziej, temperatura się utrzymywała, do tego doszedł kaszel i trudności z oddychaniem.

Tomek postanowił więc wykonać test. By otrzymać skierowanie, zgłosił się do swojego lekarza rodzinnego. – Nie było z tym większego problemu. Akurat mój lekarz prowadzi rejestrację internetową pod kątem koronawirusa. Po wywiadzie od razu otrzymałem skierowanie na wymaz – wspomina. Dodaje, że został mile zaskoczony, bo o wyniku został poinformowany już następnego dnia przez lekarza, mimo, że była to akurat sobota. Nie zawsze wszystko przebiega jednak tak sprawnie. Osoby z jego rodziny, które przeszły testy, nie otrzymały żadnej informacji o wynikach przez kilka dni. Dopiero po ponaglających telefonach do sanepidu otrzymywały wiadomość.

Samego przebiegu choroby nasi rozmówcy nie wspominają dobrze. – Zupełnie opadłam z sił, co potęgowała jeszcze utrzymująca się gorączka w okolicach 38-39 st. C. Do tego utrata węchu i smaku oraz kompletny brak apetytu, a przecież musiałam jeść. Smak wrócił dopiero po 10 dniach, a węchu nie mam jeszcze do dzisiaj – przyznaje Asia.

Pomimo powrotu do pracy po 14-dniowym obowiązkowym okresie izolacji, Tomek również nie odzyskał jeszcze pełni sił, a zachorował pod koniec października. Kiedy długo rozmawiam, dopada mnie kaszel, wciąż także szybciej się męczę – mówi. – A samą chorobę wspominam jako wyjątkowo ciężką grypę. Podczas jej przebiegu chciałem wykorzystać czas i uporządkować trochę archiwum w komputerze, ale nie miałem na to siły.

Nasi rozmówcy zapewniają, że sumiennie przestrzegali zasad izolacji, co odbiło się na ich kondycji psychicznej. – Przez kilkanaście dni nie spotykałam się z nikim, a bliscy i znajomi zostawiali mi jedzenie pod drzwiami mieszkania. Było to dla mnie ciężkie doświadczenie i bardzo brakowało mi drugiego człowieka. Kontakt telefoniczny to nie to samo, co bezpośrednia rozmowa.

Podobne spostrzeżenia ma Tomek.Przez moją chorobę kwarantanną domową objęta była cała rodzina, ale chory byłem tylko ja, dlatego siedziałem sam w zamkniętym pokoju. Dobrze, że mieszkamy w domu i chociaż dzieci mogły wyjść do ogrodu, bo inaczej w ogóle byłoby to nie do wytrzymania przyznaje.

Zgodnie z obecnymi przepisami, nosiciel wirusa po 14 dniach może wyjść ze stanu izolacji i nie jest już wykonywany ponownie test. – Wróciłam już do pracy, ale pracuję zdalnie, bo akurat podczas mojej choroby wprowadzono obowiązkowe nauczanie na odległość w całym kraju. Cieszę się z takiego obrotu sprawy, bo nie chciałabym narażać swoich uczniów na jakiekolwiek ryzyko związane z zachorowaniempodkreśla Asia.            

Joanna i Tomasz w rozmowie zadeklarowali, że jako ozdrowieńcy chcą zostać dawcami osocza. Oboje przechodzili zakażenie w podobnym czasie, więc jeszcze na to za wcześnie (by zostać dawcą, od zakończenia objawów musi minąć 28 dni). Są jednak zdecydowani, by pomóc osobom, które bardziej niż oni zostały doświadczone przez koronawirusa.