Medale od wójta za długoletnie pożycie małżeńskie [ZDJĘCIA]

W dniach 15 i 16 września wójt gminy Kościan, Andrzej Przybyła, spotkał się z parami małżeńskimi, by w imieniu Prezydenta RP wręczyć im medale za długoletnie pożycie małżeńskie. Medale otrzymało łącznie pięć par.

Pary małżeńskie obchodziły 50 rocznicę ślubu, a jedna nawet 60. Tak naprawdę okrągłe jubileusze przypadły dwom małżeństwom już w ubiegłym roku, jednak z powodu pandemii nie mogły odbyć się uroczystości. Teraz natomiast w końcu można świętować.

Małżeńskie pary zostały zaproszone do Urzędu Gminy w dwóch turach, by spotkanie mogło mieć kameralny i swobodny charakter. Po wręczeniu medali i wykonaniu pamiątkowych zdjęć był czas na wspólną kawę i rozmowę z wójtem i członkami rodzin przybyłych na uroczystość.


Medale z okazji Złotych Godów otrzymali: Czesława i Antoni Wower z Kiełczewa, Elżbieta i Jan Tułaza z Widziszewa, Krystyna i Zbigniew Wasiółka z Turwi, Marianna i Henryk Misiak z Gryżyny. Diamentowe Gody, czyli 60. rocznicę ślubu z kolei obchodzili Bożena i Bolesław Matyjaszczyk z Nowego Lubosza.


Rodzina

Wszystkie świętujące pary jubilatów doczekały się dzieci oraz wnuków. Największą gromadką potomków mogą pochwalić się państwo Matyjaszczykowie z Nowego Lubosza, którzy doczekali się czwórki dzieci, 14 wnuków i aż 22 prawnuków. Choć jedna prawnuczka niestety zmarła w wieku 5 lat. Pozostali jubilaci mają także dzieci i wnuki, ale prawnuków jeszcze nie. Niektórzy już by mogli, bo najstarsze prawnuki mają nawet i 30 lat, ale nie garną się do potomstwa. Jak sami jubilaci zauważyli, dzisiaj czasy są już inne i pewnie oni są ostatnim pokoleniem, które obchodzi taki rocznice.


Szczęśliwe pary poznawały się najczęściej w wieku 18-20 lat i po 1-2 roku znajomości decydowały się na ślub. A poznanie się następowało w rozmaitych okolicznościach: w kawiarni, na zabawie, w pracy, a nawet w kościele. Większość par pochodzi z naszego powiatu, choć czasem jedno z małżonków przywędrowało do naszego powiatu z innych regionów Polski. – Małżonek pochodzi ze Zbęch, a ja z Konina. A poznaliśmy się w Poznaniu – tłumaczy Mariana Misiak z Gryżyny, a jej mąż Henryk dodaje: – Mając dowód w kieszeni, wyfrunąłem od razu z domu, bo nie było dla mnie miejsca. Pochodzę z dużej rodziny, było nas siedmioro, a ja byłem najstarszy. Musiałem iść jak najszybciej na swoje, ale takie to były czasy.

Przepis na szczęście

Czasy trudne, nikomu się nie przelewało, jednak jubilaci mają poczucie spełnienia, którym jest dla nich rodzina. Według nich recepta na długotrwałe małżeństwo to wzajemne zrozumienie, tolerancja, zgoda, umiejętność wybaczania. I oczywiście miłość. – Miłość i zgoda, to jest domu ozdoba. To jest najważniejsze. I zdrowie również. Bo życie nie jest usłane różami, ale trzeba umieć się ze sobą zgadzać – podkreśla Bożena Matyjaszczyk.

Fot. Milena Waldowska