Kolarstwo i biegi

Zanim Roman Talikadze stał się organizatorem biegów masowych na terenie powiatu kościańskiego, a także trenerem młodzieży, sam startował jako zawodnik w wielu imprezach. Jego przygoda ze sportem zaczęła się jednak od kolarstwa.

W Czaczu, gdzie mieszkałem do II klasy szkoły podstawowej corocznym wydarzeniem był odbywający się w maju Wyścig Pokoju – wspomina Roman Talikadze. – Cała miejscowa społeczność się nim fascynowała, mieszkańcy wylegali na krajową piątkę, kiedy zawodnicy przejeżdżali na odcinku Wrocław-Poznań. To był pierwszy moment, kiedy zafascynowałem się kolarstwem.

Na przełomie lat 60. i 70. najbliższy Ziemi Kościańskiej klub kolarski istniał w Śremie. Roman Talikadze, który wówczas mieszkał już w Widziszewie, wraz z kolegą z klasy, postanowili zapisać się do śremskiej sekcji. To był 1972 r. Pan Roman wspomina: – Na treningi dojeżdżaliśmy rowerami, prawie 50 km w jedną stronę. Z perspektywy czasu oceniam to jako szaleństwo, bo mieliśmy wówczas niespełna 14 lat. Mimo, że dojazdy były bardzo wyczerpujące, od wiosny do jesieni staraliśmy się bywać na treningach dwa razy w tygodniu. Własnym sumptem złożyliśmy sobie rowery, poprzerabialiśmy kierownice, by jak najbardziej przypominały wyścigowe…

W sekcji śremskiej młodzi chłopcy trenowali trzy lata, zaliczyli pierwsze starty w kategorii młodzików i żaków. W 1975 r. Roman Talikadze osiągnął wiek juniorski i przeszedł do poznańskiego klubu MLKS Wielkopolska, gdzie spędził kolejne cztery lata. Otrzymał w nim licencję kolarską, która upoważniała do startów w cyklu zawodów zaliczanych do rankingu. – Nie byłem wybitnym kolarzem, ale uczestniczyłem wówczas w największych wyścigach etapowych w Polsce dla juniorów, łącznie z Mistrzostwami Polski – mówi z dumą.

Pod koniec lat 70. sytuacja w Polsce nie była najlepsza, podobnie rzecz się miała z klubami sportowymi. MLKS Wielkopolska zaniechała szkolenia zawodników. Wówczas Roman Talikadze zapisał się do sekcji kolarskiej Unii Leszno. Trenował w niej przez rok, jednak pod koniec 1980 r. i tę sekcję rozwiązano. Nie odbudowano jej zresztą do teraz, dziś Unia Leszno to, jak wiadomo, wyłącznie klub żużlowy.

Na jesieni 1980 r. zostałem powołany do wojska, trafiłem do jednostki w Rawiczu – opowiada pan Roman. W koszarach nie pozwolono mu uprawiać kolarstwa, jednak potrzeba systematycznego treningu spowodowała, że zaczął biegać.

Po wyjściu z wojska w 1982 r. trafiłem jeszcze na jakiś czas do klubu Trasa Zielona Góra specjalizującego się w kolarstwie przełajowym. Startowałem m.in. w jednej z najbardziej prestiżowych imprez, czyli Międzynarodowym Grand Prix Dziennika Ludowego. Moja kolarska przygoda powoli jednak dobiegała końca. Miałem 25 lat, a wówczas panowało przekonanie, że albo twoim celem jest zdobycie mistrzostwa, albo kończysz karierę – mówi prezes Sany.

Postawił zatem na lekkoatletykę. Zainteresował się biegami masowymi, choć w latach 80. nie były one tak popularne i odbywało się ich znacznie mniej niż dziś. – Zacząłem uczestniczyć w lokalnych zawodach organizowanych na terenie ówczesnego województwa leszczyńskiego. Tam poznałem innych zapaleńców, jak Czesława Górniaka, Jana Husiatyńskiego, Edwarda Kusika, Edwarda Radke, Andrzeja Świętka i zawodnika wyczynowegoJerzego Janowicza.

Wówczas pojawiła się też fascynacja biegami długodystansowymi i maratonami. Po raz pierwszy w maratonie Roman Talikadze zadebiutował w 1987 r.
Zawody odbywały się w Steinfurter w Niemczech zachodnich. – Choć mieliśmy zaproszenia, potrzebne były jeszcze wizy. Trzy dni przemieszczaliśmy się z Jurkiem Janowiczem pomiędzy Kościanem a Warszawą, by wszystko załatwić, a wówczas podróże zajmowały więcej czasu niż dziś. W końcu dostaliśmy upragnione dokumenty i na drugi dzień po całonocnej podróży z Warszawy do Kościana, udaliśmy się w kolejną nocną podróż do Steinfurtu na maraton. Ale się udało! – wspomina z rozrzewnieniem pan Roman.

W maratonach Roman Talikadze startował 11 razy: poza kilkoma występami w Steinfurtcie, w Rotterdamie, gdzie ustanowił życiowy rekord wynikiem 2:44:08, w Berlinie, Hanowerze, Bremie, w Conti dwa razy w Polsce – w Warszawie i we Wrocławiu.

Ponadto były także indywidualne i drużynowe starty w różnych zakątkach kraju, na różnych dystansach, w których odnosił sukcesy i wiele razy stawał na podium. – W zasadzie biegam do dziś. Choć obecnie już bardziej rekreacyjnie, a startuję w znacznie mniejszej niż kiedyś liczbie imprez. Jest to spowodowane głównie moją działalnością trenerską i organizacyjną – tłumaczy Roman Talikadze.