Julia Stolpe: Zawsze jest czas na marzenia

Julia Stolpe, która urodziła się w Kościanie i tu mieszkała do 22. roku życia, doszła do półfinału programu telewizyjnego odkrywającego talenty wokalne „The Voice of Poland”. Julia ma 37 lat, mieszka w Poznaniu, śpiewa w różnych zespołach i jest trenerem wokalnym. Rozmawiamy o jej udziale w programie.

Julia Stolpe
Fot. Jan Bogacz

– Co Cię skłoniło do zgłoszenia się do „The Voice of Poland”?
To nie była spontaniczna decyzja, tak naprawdę kilka lat do niej dojrzewałam. Ale zawsze brakowało mi trochę odwagi. W marcu tego roku wystąpiłam w „Szansie na Sukces” i po tym programie stwierdziłam, że może pójdę za ciosem i spróbuję. Wysłałam zgłoszenie. Po około miesiącu odezwano się do mnie z zaproszeniem na casting, po którym miała nastąpić ostateczna decyzja o udziale w programie. Jednak z racji pandemii ten casting już się nie odbył i od razu otrzymałam zaproszenie na „Przesłuchania w ciemno”, czyli  pierwszy etap programu.

– A jakie miałaś oczekiwania wysyłając zgłoszenie? Czy przyświecał Ci konkretny cel, czy potraktowałaś to bardziej jak przygodę?
Z reguły to co robię traktuję bardziej w kategoriach przygody. Nie miałam więc żadnych oczekiwań. Ale jak już stanęłam na scenie „Przesłuchań w ciemno”, to chciałam, żeby chociaż któryś z jurorów się odwrócił, co da mi szansę przejścia dalej. Nie zależało mi przy tym już na tym kto się odwróci i ilu członków jury, ale żeby w ogóle ktoś to zrobił. Miałam świadomość, że fotele mogą się nie poruszyć, bo akurat nikomu nie przypadnę do gustu. Więc kiedy odwróciły się dwa fotele, najpierw Tomsona i Barona, a potem Marka Piekarczyka, było to wspaniałe uczucie. Poczułam wewnętrzną radość, że ktoś mnie docenił. A to, jak wszystko się dalej potoczy, miało już mniejsze znaczenie.

– Tymczasem szłaś jak burza z etapu na etap, dochodząc aż do półfinału. Jak oceniasz ten wynik?
– Za każdym razem, gdy przechodziłam do kolejnego etapu, myślałam, że dla mnie to już jest naprawdę duże osiągnięcie. Tymczasem doszłam do półfinału jako jeden z ośmiu głosów w Polsce, więc to jest po prostu spełnienie marzeń. Zaczęłam śpiewać w wieku 17 lat, zatem w tym roku obchodzę 20-lecie. To zatem wspaniała nagroda za ten czas.

– A czy nie miałaś pewnych obaw w związku z udziałem w telewizyjnym show? Bo takie produkcje rządzą się swoimi prawami i jest w nich w jakimś stopniu narzucany artystyczny wizerunek.
– To fakt. Ale decydując się na udział w programie godzimy się na jego zasady. Mnie akurat dobierano energetyczne, konkretne utwory tworząc w ten sposób rockowy wizerunek. Nie budziło to mojego sprzeciwu, gdyż dzięki temu mogłam się jakoś wyróżnić. A sama choć lubię muzykę rockową, chętnie śpiewam też spokojniejsze rzeczy. Nie zamykam się bowiem na jeden gatunek i wychodzę z założenia, że wokalista powinien być wszechstronny.

– W programie nagrałaś swój premierowy singiel, który pewnie musiał powstać w szybkim tempie. Czy miałaś zatem wpływ na jego kształt?
– Rzeczywiście single musiały powstać ekspresowo. Ja przy nagrywaniu swojego miałam przyjemność współpracować z naprawdę dobrymi producentami muzycznymi – Juliuszem Kamilem i Michałem Pietrzakiem. Panowie są odpowiedzialni m.in. za piosenki Roksany Węgiel czy Krystiana Ochmana, więc znają się na rzeczy. To ja zostałam przez nich wybrana, z czego się bardzo cieszę. Współpracowało nam się naprawdę świetnie i nic nie miałam narzucane. Najpierw zaczęliśmy od rozmowy. Producenci chcieli wiedzieć o mnie jak najwięcej, jaką jestem osobą, dlaczego zgłosiłam się do programu. Rzuciłam, że kiedy miałam spróbować, jak nie teraz. No i Juliusz Kamil krzyknął na te słowa zachwycony: „Jula, już mamy tytuł!”. Zaczęła się wspólna praca nad warstwą tekstową i muzyczną, która okazała się bardzo twórcza. Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tego utworu, który dobrze podsumowuje moją przygodę związaną z programem. Mam teraz świetną pamiątkę.

– Nawiązując do tytułu tej piosenki, kilkakrotnie wspominałaś w programie, że czujesz doskonałą energię i chcesz podążać za marzeniami, chociaż nie jesteś już dwudziestolatką.
Zgadza się. Bo zwykle jest tak, że marzenia odkładamy gdzieś na dalszy plan. Mówimy, że to nieodpowiedni moment albo boimy się zmian. Jak się ma 20 lat jest trochę inaczej. Wtedy nie ma jeszcze różnych zobowiązań, świat stoi przed nami otworem. Ale nie uważam, że prawo do spełniania własnych pragnień mają tylko 20-latki. Chociaż oceny i zachowania społeczeństwa często wskazują, jakby tak właśnie było. Wiele osób, które zakładają rodziny nagle przestaje wychodzić z domu, bo im już nie wypada. Ja sama przeczytałam na swój temat kilka nieprzychylnych komentarzy, których autorzy pisali, że w moim wieku nie powinnam już skakać po scenie. Tymczasem mam w sobie mnóstwo energii i nie wyobrażam sobie życia bez sceny. Czy to się komuś podoba, czy nie.

– I to widać. Masz dużą swobodę w poruszaniu się po scenie, a w programie, nawet podczas występów na żywo, sprawiałaś wrażenie wyluzowanej i pewnej siebie. Nie stresowałaś się?
Stresowałam, ale starałam się wyrzucić wszystko z głowy i nie myśleć o tym, ile osób mnie ogląda. Podczas występów starałam się być przede wszystkim sobą i niczego nie udawać. Z kolei przed samym wejściem na scenę w ogóle nie patrzyłam na komentarze, a szłam na żywioł. A nie mogłam ich czytać, bo od razu się wzruszałam. Pomimo tych kilku negatywnych komentarzy, o których wspomniałam wcześniej, przeważały te pozytywne. Otrzymałam ogromne pokłady wsparcia, zresztą tak jest do teraz, kiedy program już się skończył.

– A jakie masz teraz plany? Czy program już zmienił coś w Twoim artystycznym życiu?
Na pewno pozostawił we mnie ślad, a zobaczymy jak to się dalej rozwinie. W tej chwili dostałam wiele propozycji koncertowych, z których się bardzo cieszę i już nie mogę się ich doczekać. Z kolei wsparcie, które cały czas do mnie płynie dodaje mi skrzydeł i motywuje do działania.

– Skoro poruszyłaś temat dopingu, mocno podczas programu kibicował Ci cały Kościan. Odczułaś to?
– Odczułam bardzo mocno, za co dziękuję. Zaraz po ogłoszeniu, że dostałam się do „The Voice”, odezwało się do mnie wielu dawnych znajomych z Kościana. Z czasem zaczęło to zataczać coraz szersze kręgi, a wsparcie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Już po programie otrzymałam podziękowanie od burmistrza. Dlatego planuję koncert w Kościanie, myślę, że będą one nawet dwa. Odbędą się po nowym roku, ale jeszcze za wcześnie na szczegóły. Tym bardziej, że w dobie pandemii wszystko zależy od bieżącej sytuacji epidemicznej.