Jak się burmistrz Krzywinia z mieszkańcem pobił

Burmistrz miał podejść do mieszkańca i bić po twarzy. Tamten miał go za to odepchnąć, tak że ten padł i nie mógł się podnieść. Tak przedstawiła zajście ukazująca się w Kościanie gazeta. Burmistrz podał ją do sądu – za to, że został przedstawiony jako ten, który to starcie przegrał.

Jak się burmistrz Krzywinia z mieszkańcem pobił

Chodzi o burmistrza oraz mieszkańca Krzywinia. Na początku ubiegłego stulecia komisarzem obwodowym w Krzywiniu był pan Müller. Tu wyjaśnimy, że wówczas ta funkcja nie pochodziła z wyboru. Komisarze (czyli burmistrzowie i wójtowie) byli wyznaczani przez władze wojewódzkie. Poza tym prawie zawsze na te stanowiska powoływano Niemców, nie chciano dopuszczać do sprawowania tak ważnych urzędów Polaków. To też trzeba wiedzieć w kontekście artykułu z dawnej gazety, gdzie znajdujemy tę informację. To polska gazeta, mieszkaniec też był Polakiem. Więc – przyznajmy szczerze – trochę ten tekst mógł być stronniczy.

Do rzeczy. W październiku 1908 roku komisarz/burmistrz Müller szedł przez Krzywiń. Był „pod wpływem”. Nagle zobaczył siedzącego spokojnie na ławce przed jednym z lokali miejscowego rzeźnika, pana Kamińskiego. Podszedł do niego i bez powodu trzy razy uderzył go w twarz. Na to pan Kamiński odepchnął go tak mocno, że burmistrz padł na bruk. Tak opisała zajście kościańska „Gazeta Polska”, dodając iż burmistrz został obity. To strasznie wzburzyło pana Müllera jako urzędnika i pruskiego oficera. Pozwał więc do sądu redaktora odpowiedzialnego, pana Kąkolewskiego.

Rozprawa odbyła się w Kościanie, nie wiemy jednak kiedy. Sąd przychylił się do zarzutów komisarza i skazał pana Kąkolewskiego na karę grzywny w wysokości 75 marek. Dla porównania prosię kosztowało wtedy około 25 marek.

Kościański redaktor odwołał się od wyroku do sądu wyższej instancji w Lesznie. Tam rozprawa odbyła się na początku kwietnia 1909 roku. Oczywiście pytano pana Müllera o przebieg zajścia. Odpowiedział, że zaniepokoiło go iż Kamiński śpi, a było już ciemno i chłodno. Dlatego postanowił go obudzić i odesłać do domu. Stwierdził, iż czuł się do tego moralnie odpowiedzialny jako komisarz. A że nie mógł Kamińskiego dobudzić, to go poklepał po twarzy.

Jak można się domyślić, wersja Kamińskiego była inna. Stwierdził iż był przytomny, a komisarz uderzył go bez powodu trzy razy w twarz. Dodamy, że obrońcą pana Kąkolewskiego był polski adwokat Maciaszek. I to skutecznym obrońcą. Sąd bowiem uwolnił kościańskiego redaktora od winy i kary. Co więcej, koszty rozprawy nałożył na pana Müllera, jako tego, który rozpoczął ją w pierwszej instancji.