Historia pewnego zakończenia

To tytuł książki, którego autorką jest Marta Grygiel, mieszkanka Kościana. Do końca sierpnia pracowała w jednym z banków w Śmiglu, ale najchętniej oddaje się swoim pasjom, czyli praktykowaniu jogi i pisaniu. Z autorką rozmawiamy o jej debiutanckiej powieści i genezie jej powstania.

Marta Grygiel

– Sięgając po książkę, czego powinien spodziewać się czytelnik?
– Jest to powieść obyczajowa dla kobiet, ale z drugim dnem. Opisuję pozornie zwykłą historię, jednak kryje się w niej dużo informacji o jodze i medytacji. Główna bohaterka przeżywa różne problemy, po czym spotyka fajne dziewczyny, które z czasem stają się przyjaciółkami. W tym samym czasie odkrywa drogę do swojego wnętrza.

– Czyli nie jest to typowa powieść kobieca, ale też nie mamy do czynienia z poradnikiem jogi?
– Zgadza się. Kiedyś rzeczywiście miałam w planie, żeby napisać poradnik, bo sama współpracuję z kilkoma szkołami jogi w Poznaniu, a ostatnio również w Kościanie. Porzuciłam jednak ten pomysł, bo wiele osób, które praktykują jogę uważa, że poradniki są nudne.
A ta powieść zachęca do zgłębienia tematyki jogi, i to zarówno przez kobiety, które się nią już wcześniej interesowały, jak i przez te, które stykają się z nią po raz pierwszy. Dodam, że jest ona przeznaczona dla pań w każdym wieku

– Jak doszło do powstania książki?
– To był długi proces. Zaczęłam pisać ją już w 2011 roku. Powstało wówczas około 50 stron. Zapiski trafiły jednak do szuflady, a ja skupiłam się na innych rzeczach, w tym także na innym opowiadaniu. Dopiero po sześciu latach ponownie wróciłam do tamtej bohaterki. Byłam już bogatsza o własne przeżycia, przede wszystkim te pozytywne, dzięki czemu mogłam dokończyć historię. Tak się akurat złożyło, że będąc w trakcie pisania odezwało się do mnie wydawnictwo Białe Pióro, dla którego jakiś czas temu napisałam opowiadanie w ramach ogłoszonego wcześniej konkursu. Zwróciło ono uwagę jurorów, zapamiętano je i dlatego otrzymałam zapytanie, czy nie mam czegoś innego w zanadrzu. To była zatem dodatkowa motywacja do skończenia książki, choć dobrnęłam do jej końca dopiero w 2019 roku. Po drodze miałam jeszcze przeprowadzkę i zmianę pracy, dlatego trwało to tak długo. Potem książka musiała przejść przez żmudny proces wydawniczy, by wiosną tego roku mogła w końcu ujrzeć światło dzienne. Wprawdzie koronawirus trochę pokrzyżował moje, jak i plany wydawnictwa związane z jej promocją, ale szukamy na to różnych sposobów.

– Udaje się?
– Nie jest to łatwe zadanie, ale myślę, że tak. Zresztą nakład nie jest duży, bo taka jest polityka wydawnictwa, by od razu nie wrzucać debiutanta na głęboką wodę. W razie potrzeby zawsze można zresztą zrobić dodruk książki. Co do promocji, z pomocą przychodzi internet, bo spotkania autorskie w dobie epidemii niestety nie są możliwe. Sama prowadzę w związku z tym autorskie konto na Facebooku – facebook.com/grygielmarta organizujemy też czaty. Dzięki temu mam kontakt z czytelnikami i wiem jaki jest odbiór książki. Jakiś czas temu „Historia pewnego zakończenia” trafiła także na portal lubimyczytac.pl, gdzie poddawana jest ocenie czytelników. To może trochę ryzykowne, ale na szczęście zbiera dobre oceny, a w tej chwili w skali 1-10 ma ocenę 8, więc myślę, że bardzo dobrą. Sposobem na promocję, szczególnie wśród mieszkańców Kościana i okolic, jest także nasza rozmowa.

– Skoro wspomniała Pani Kościan, nasunęło mi się pytanie dotyczące naszego miasta. Jak to się stało, że rodowita poznanianka zamieszkała w Kościanie i pracuje w Śmiglu? Bo z reguły młodzi kościaniacy robią na odwrót i uciekają do Poznania, a przynajmniej szukają tam pracy.
– Przywiodło mnie tu życie, a konkretnie mąż. Do momentu skończenia 30 lat mieszkałam w Poznaniu, a później kupiłam mieszkanie w Opalenicy, z którą do dziś jestem emocjonalnie związana. Ale w międzyczasie poznałam przyszłego męża i trzeba było zdecydować co dalej. Wybrałam Kościan, w którym mieszkam od dwóch lat. Postanowiłam także znaleźć pracę w okolicy, ponieważ uważam, że codzienne dojazdy do Poznania to strata czasu. Nawet kosztem kariery czy większych pieniędzy. A w kręgu osób związanych ze światem jogi to naturalne, że uciekają z korporacji do spokojniejszej pracy i mniejszych miejscowości. Wprawdzie moja praca w banku niestety spokojna nie jest, ale szukam po niej wytchnienia. Nawiązałam chociażby współpracę z kościańską Przestrzenią Studio Jogi.

– Od kiedy trwa Pani przygoda z jogą?
– Zaczęła się w 2006 r. i odkąd skończyłam studia, ćwiczę regularnie. Wprawdzie miałam chwilową przerwę, ale później wróciłam na matę i uczestniczyłam w różnych warsztatach. Koleżanka, która była moim nauczycielem, stwierdziła że powinnam stanąć po drugiej stronie i zacząć szkolić innych. Ale to są dopiero początki, bo jeszcze długa droga kursów i szkoleń przede mną. Mam wprawdzie małe grupki, które trenuję, ale chcę wzmocnić jeszcze swój warsztat. Z drugiej strony chcę pisać kolejne książki i to niekoniecznie o jodze, więc będę musiała jakoś wszystko wypośrodkować.

– A jak wyglądały Pani pisarskie początki?
– Zaczęło się w szkole podstawowej. Chociaż do 12 roku życia książki kompletnie mnie nie interesowały, wolałam chodzić z kuzynami po drzewach niż czytać, o pisaniu w ogóle nie wspominając. Jednak w pewnym momencie kuzyni wyrośli i już nie chcieli się ze mną bawić. Wtedy moja mama, która od zawsze wprost pochłaniała książki, podsunęła mi kilka odpowiednich dla mojego wieku. Zaciekawiły mnie wówczas i zaczęłam rozbudzać własną wyobraźnię. Kiedy chodziłam do VI klasy pani zadała nam temat do napisania zatytułowany „Za oknem pada deszcz…”. Należało tę myśl rozwinąć. I ja wtedy zaczęłam pisać. Lekcja dobiegła końca, zadzwonił dzwonek, a ja nadal pisałam… Dostałam za tę pracę wysoką ocenę od wymagającej polonistki, która zwróciła uwagę na moją lekkość pióra i zasugerowała, że powinnam zacząć pisać. Było mi wówczas bardzo miło z tego powodu, ale wcale nie potraktowałam tych słów poważnie. Dopiero po latach, kiedy zaczęłam pisać na poważnie, przypomniałam sobie tamto zdarzenie.

– Przypuszczam, że nasza rozmowa może zainteresować wiele czytelniczek. Gdzie mogą one zakupić książkę?
– Najlepiej skontaktować się bezpośrednio ze mną lub wejść na stronę Księgarni wydawnictwa Białe Pióro, gdzie są wystawione na sprzedaż aktualne pozycje. Poza tradycyjną książką dostępny jest także e-book dla osób, które preferują tę formę. Książka trafiła także do sprzedaży w kilku innych księgarniach.

– A czy możemy spodziewać się kontynuacji „Historii pewnego zakończenia”, czy też – jak sugeruje tytuł – jest to skończona historia?
– Nie jest skończona, na co zwraca mi uwagę wiele czytelniczek. Ale trochę boję się kontynuacji, bo często nie są one już tak udane jak pierwsza część. Ponadto piszę w tej chwili zupełnie inną historię, która ma bardziej zagadkowy charakter i nawiązuje do starożytnego Egiptu, którym bardzo się interesuję. Mam też jeszcze niedokończone opowiadanie dla młodzieży. Tak więc nie wykluczam całkowicie drugiej części, ale na pewno nie powstanie ona w najbliższym czasie. Będą za to mam nadzieję inne rzeczy.