Finałowy Klakson dla Marysi [ZDJĘCIA, FILM]

To była niesamowita eksplozja radości. W niedzielę wieczorem pod domem Marysi z Brenna świętowano zakończenie zbiórki w wysokości 9,5 mln zł potrzebnych na lek dla dziewczynki. Na spontaniczną akcję zwołaną z dnia na dzień odpowiedziały dziesiątki osób zaangażowanych w zbiórkę.

Zgodnie z informacjami przekazanymi rodzinie, dziś, czyli w poniedziałek 15 listopada ma zostać wpłacona ostateczna brakująca kwota na konto www.siepomaga.pl/maria. Tym samym potrzebne 9,5 mln zł na terapię genową zostanie uzbierane i Marysia będzie mogła rozpocząć leczenie, które da jej szansę na lepsze życie.

Przypomnijmy, że zbiórka na rzecz Marysi Drożdżyńskiej chorującej na rdzeniowy zanik mięśni typu pierwszego rozpoczęła się w lutym tego roku. Wówczas suma 9,5 mln zł wydawała się zupełnie abstrakcyjna i nieomal niemożliwa do uzbierania. Sytuacji nie ułatwiały obostrzenia związane z pandemią. Zimą i wiosną nie można było organizować żadnych imprez i większych zgromadzeń. Obostrzenia poluzowywano stopniowo i dopiero w czerwcu, przed rozpoczęciem wakacji znacznie one zelżały. I to wówczas pojawiła się fala inicjatyw na rzecz dziewczynki w postaci licznych imprez, pikników i festynów.

Setki osób i instytucji, czyli cała Armia Aniołów Marysi w całym regionie zaangażowała się w zbiórkę. Ilość wydarzeń, a także oryginalnych pomysłów, które pozwoliłyby na zdobycie jak największej kwoty, była imponująca. Pojawiła się cała masa rozmaitych wyzwań jak kilometry dla Marysi, biegi, rekordy itp. Również bliscy Marysi podejmowali różne wyzwania, by jak najbardziej nagłośnić zbiórkę. Tata dziewczynki, Mikołaj m.in. pojechał na rowerze do Warszawy i wspinał się po górach, mimo, że nie jest sportowcem i nie miał wcześniej prawie w ogóle styczności z tego rodzaju aktywnością. Wszystko to sprawiło, że dokładnie po 9 miesiącach od rozpoczęcia zbiórki, którą rodzina uruchomiła 18 lutego, udało się zebrać potrzebną kwotę.

Z tej okazji przyjaciele Marysi działający w nieformalnej grupie „Team Fundacji” zorganizowali zupełnie spontaniczną akcję pod domem Marysi, czyli tam, „gdzie wszystko się zaczęło”. Odpowiedź była błyskawiczna i po raz kolejny przerosła oczekiwania organizatorów. Pod domem Marysi zebrały się dziesiątki osób w samochodach i na motocyklach. Były klaksony, reflektory, fajerwerki i szampan. Wszyscy przybyli nie zmieścili się nawet pod domem i korzystali z uprzejmości sąsiadów, którzy pozwolili im parkować na swoich posesjach. W oknie domu przy ul. Ogrodowej w Brennie pojawiła się również sama Marysia z rodzicami.

Zgromadzenie pełnej kwoty na lek nie oznacza jeszcze zakończenia całej zbiórki. Przed Marysią długa droga do zdrowia i zdobycia jak największej sprawności, dlatego środki będą jeszcze potrzebne. Ale najważniejszy krok w tej batalii został wykonany, a teraz zwątpienie i niepewność zamieniają się w nadzieję i siłę do walki.

Zobacz także:
Mamy jeden cel. Rozmowa z rodzicami Marysi z Brenna

Fot. i film: Anioły Marysi