Dopingowali naszych z całych sił

Zmęczeni, ale szczęśliwi powrócili kibice z Racotu zagrzewający biało-czerwonych na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Po 35-godzinnej podróży do domu brazylijskie emocje jeszcze ich nie opuściły.

powrot_z_rioŚwietne miejsce, cudowni ludzie, atmosfera na zawodach nieziemska – relacjonowała rozentuzjazmowana Klaudia Ludwiczak z Racotu. – To co się działo było tak wspaniałym przeżyciem, że ktoś kto tego nie przeżył, nie może sobie tego wyobrazić. Pozostała czwórka młodzieży z Racotu uczestnicząca w wyprawie miała podobne odczucia. ­– Było niesamowicie kibicować polskim reprezentantom. Widoki w Rio również były niesamowite – mówił Sebastian Matyja z I klasy racockiego gimnazjum.

Wyjazd odbywał się pod egidą Szkolnego Klubu Sportowego “Jantar” i był już 12. wyprawą na igrzyska. Tym razem ekipa, której gorący doping mogliśmy zobaczyć i usłyszeć podczas telewizyjnych relacji, składała się z 24 osób. Znalazła się wśród nich 10-osobowa grupa młodzieży. Pięcioro z nich jest uczniami Gimnazjum Polskich Olimpijczyków w Racocie, dwoje to wychowankowie domów dziecka we Wschowie i w Bodzewie, dwóch uczniów wysłała gmina Kobylnica w woj. pomorskim, a jeden uczeń to laureat konkursu “I ty zostaniesz olimpijczykiem”. Pozostali uczestnicy wyjazdu to osoby dorosłe – członkowie i sympatycy SKS Jantar z całej Polski, a także rodzice Anity Włodarczyk. Młodzież miała prawie w całości dofinansowany wyjazd, dorośli musieli zapłacić z własnej kieszeni. Przez kilkanaście dni pobytu mieszkali w domu rekolekcyjnym portugalskiego odłamu Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP.

– Dla mnie jako organizatora najważniejsze jest to, że wszyscy wrócili cało i zdrowo – przyznał Wojciech Ziemniak, prezes SKS “Jantar”. – Niezależnie od sportowych emocji czekałem właśnie na ten moment, bo był to daleki i egzotyczny wyjazd. Nad nami wisiała groźba wirusa Zika, przestępstwa i strzelaniny, które są w Rio na porządku dziennym. Poza drobnymi problemami zdrowotnymi wynikającymi ze zmiany klimatu, nic nikomu się nie stało.

Przed gimnazjum w Racocie całą grupę, którą przywiózł autokar z Berlina, gorąco powitali ich bliscy. – Zażyczyłam sobie na kolację ziemniaki i schabowego, bo tam tylko ciągle ryż i fasola – mówiła Martyna Skoracka z Racotu. Poza drobnym narzekaniem na jedzenie, młodzież była zachwycona Rio, a najbardziej Copacabaną. – W ostatni dzień pobytu młodzi mieli do wyboru, czy iść na zawody z udziałem Mai Włoszczowskiej czy na Copacabanę. I wybrali oczywiście Copacabanę! – śmiał się Wojciech Ziemniak.

Dopingowanie naszych było mimo wszystko priorytetem. Największe emocje wzbudziły mecze polskich siatkarzy i piłkarzy ręcznych. – Mecz Polska-Dania wywarł na mnie największe wrażenie – przyznała Klaudia Ludwiczak. – Ostatnia minuta meczu i Daszek strzela wyrównującą bramkę. Na trybunach rozlega się szał. Mecz ostatecznie zakończył się porażką, ale byliśmy dumni z naszej reprezentacji.

Poza uczestniczeniem w rywalizacji sportowej, młodzież miała okazję odwiedzić wioskę olimpijską, gdzie udało im się spotkać niektórych sportowców.