Dobra passa twórcza. Rozmowa z Januszem Dodotem

Na temat wieloletniej pracy w Kościańskim Ośrodku Kultury, o tworzeniu w Kościanie teatru, a także o obecnych realizacjach artystycznych w Śmiglu i planach twórczych rozmawiamy z Januszem Dodotem, byłym dyrektorem Kościańskiego Ośrodka Kultury.

Dobra passa twórcza. Rozmowa z Januszem Dodotem

– Końcówka ubiegłego roku i pierwsze półrocze obecnego chyba nie były dla Pana łatwym czasem?
Trudno by był to radosny okres. Musiałbym być niespełna rozumu, żeby cieszyć się z tego co się stało. Decyzja burmistrza o wprowadzeniu kadencyjności dyrektora KOK-u, a co za tym idzie zwolnieniu mnie, była zaskakująca. Nie zgadzam się z nią, stąd moja skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Obecnie czekam na decyzję sądu. A sprawa dotknęła mnie tym bardziej, że w Kościanie pracowałem od 1984 roku. Początkowo zostałem oddelegowany przez Kościański Ośrodek Kultury jako konsultant teatralny do placówek zamiejscowych nad którymi KOK miał artystyczną pieczę. W 1989 r. w wyniku przemian ustrojowych te zespoły były likwidowane i pozostał już jeden w Kościane, z którym pracowałem w charakterze instruktora teatralnego na różnych zasadach zatrudnienia przez 31 lat. Przez ten okres wraz z moim zespołem aktorów i współpracujących z nami artystów staraliśmy się być jak najbardziej widoczni i dotykać historii tego miasta. Nie liczyłem dokładnie, ale myślę, że mam w swoim dorobku kilkadziesiąt realizacji o historii Kościana. Między innymi w 2000 r. zrobiłem potężne widowisko z okazji 600-lecia praw miejskich Kościana. Pokazaliśmy to na Rynku, który był wypełniony po brzegi widzami. Ten spektakl był motywem przewodnim do filmu o Kościanie realizowanym przez telewizję polską. W 2019 roku Kościański Teatr Kameralny, który do 2009 r. nosił nazwę TEATRU 112, obchodził 30-lecie pracy twórczej. Nikt z obecnych władz miasta nawet się nie zająknął, by tym setkom osób, które tworzyły w Kościanie i dla Kościana teatr powiedzieć choćby „dziękuję”.

Na stanowisku dyrektora KOK-u przepracował Pan z kolei 12 lat. Przez ten czas Ośrodek Kultury przeszedł znaczną metamorfozę. Najpierw sukcesywne remonty poszczególnych sal, a następnie jego duża rozbudowa.
Zostając dyrektorem w sierpniu 2008 r. nie spodziewałem się, że czeka mnie taki ogrom pracy. Dziś KOK jest obiektem, którego można kościaniakom zazdrościć, choć zostało jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. O rozbudowę mocno walczyłem. Ówcześni włodarze miasta mieli inne plany na poszerzenie bazy kulturalnej miasta. Sukcesywnie przekonywałem ich jednak do rozbudowy KOK-u i jego otoczenia. Kiedy dołożyliśmy do mojego pomysłu także Plac Wolności, marzenia zaczęły przeradzać się w rzeczywistość. Od początku  wiedziałem na czym mi najbardziej zależy. Pisząc plan artystycznych i edukacyjnych działań w nowej części, bardzo dużą uwagę zwracałem na łączenie sztuk. Żeby to było możliwe, należało stworzyć odpowiednie warunki, w których będzie na co dzień realizowana edukacja. Licząca 96 miejsc sala widowiskowa jest pewnego rodzaju skrótem mojej artystyczno-edukacyjnej koncepcji. Wielofunkcyjność tej sali, możliwość realizacji w jej przestrzeniach wielu sztuk jak film, muzyka, teatr, plastyka, to obraz wyznaczonego przeze mnie kierunku działań Ośrodka na kolejne lata.
W działania te mieli być zaangażowani wszyscy uczestnicy zajęć edukacyjnych KOK. Pragnąłem, by każdy z nich czuł się nie tylko artystą, ale też ważną częścią kościańskiego Ośrodka. Widać jednak obecny burmistrz niespecjalnie to docenił.

– Zostawmy jednak to co było i skupmy się na teraźniejszości. Bo ponownie dzieje się dużo w Pana życiu artystycznym.  Od wakacji realizuje Pan m.in. projekty dla Śmigla.
– Tak, ze Śmiglem wiąże się niezwykła historia. Przed laty już miałem okazję pracować w tym mieście. Wtedy poznałem Antoniego Szulca, artystę malarza, który pokazał mi rozwalającą się kaplicę poewangelicką i powiedział, że marzy mu się, żeby w tym miejscu powstała galeria. Podchwyciłem pomysł mówiąc, że mogłaby to być galeria teatr łącząca różne sztuki. Tolkowi spodobał się ten pomysł. Pomimo naszych starań, wówczas nie udało się zrealizować tego pomysłu. Niespodziewanie przypomniałem sobie o tym wracając z pogrzebu Tolka, który zmarł w marcu. O dawnych planach opowiedziałem mojemu przyjacielowi Bodziowi Ludowiczowi, też niestety już świętej pamięci. On mi przyklasnął zachęcając, bym podjął rozmowy z władzami Śmigla na ten temat. Przedstawiłem więc swoją koncepcję i tak to się zaczęło. W krótkim czasie wakacyjnym udało się zrealizować już kilka rzeczy.

– Jak na niecałe dwa miesiące było tego już całkiem sporo…
To prawda, mamy niesamowity pęd do pracy. Zaczęliśmy od poetyckiego spektaklu wystawionego 31 lipca „Oblubienica”. Pokazuje on to, czego będzie można się po nas teraz spodziewać, czyli łączenia teatru z muzyką i poezją. Poza tym pokazaliśmy bajkę i koncert. Są też plany na kolejne realizacje już po wakacjach. Będą kolejne bajki dla najmłodszych oraz monodramy. Na 1 września przygotowujemy duże plenerowe widowisko na rynku, które będzie nosiło tytuł: „Za Śmigiel i jego Piękno i za ten w sercu żar”. Pracuję w Śmiglu, więc zaczynam opowiadać o tym mieście, czytam jego przepiękną historię. Zapraszam do współpracy także tutejszych artystów. Bo o ile „Oblubienicę” realizowałem z „kościańskim” składem, bo mieliśmy na to niespełna miesiąc, obecne przedsięwzięcie, jak i kolejne będziemy realizować w szerszym gronie. W moim widowisku o Śmiglu występują panie z Klubu Seniora Tęcza ze Śmigla, a także osoby związane z Centrum Kultury w Śmiglu, który nas wspiera w działaniach. To m.in. Monika Myler, Śmigielski Chór Dziecięco-Młodzieżowy, sekcja teatralno-literacka „Małe Zwierciadło”. Wystąpią też Daria Kaczór-Boś, Emilia Ziegler, Mirka Wojciechowska i Marcin Ruszkiewicz.

– Poza Śmiglem podczas wakacji realizował Pan również projekty w Gostyniu, są również i inne plany.
Zgadza się. Dla Biblioteki Miejskiej w Gostyniu realizowaliśmy cykl ulicznych etiud teatralnych dotykających różnych, często trudnych tematów. Powstały one w ramach projektu dofinansowanego ze środków pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Oprócz tego pokazaliśmy bajkę w Czempiniu. Zresztą twórczość skierowana do najmłodszych dzieci to jedno z moich najświeższych przedsięwzięć, a zainspirowały mnie do niej moje wnuki: 3-letni Wojtuś i 2-letnia Nastka. Pozostając chwilowo bez pracy spędzałem z nimi bardzo dużo czasu. Proponowałem im m.in. zabawę w teatr. Zrozumiałem ich dowcip i to, co skupia ich uwagę. W rezultacie stworzyłem cykle wierszy o charakterze edukacyjnym mówiących m.in. o tym, jak zachować się przy stole, jakich zwrotów grzecznościowych należy używać, jak przygotować się do wizyty w teatrze i jak się zachować, gdy w nim już jesteśmy. Mam nadzieję, że wiersze te zostaną wydane. Ale najpierw tom wierszy, który jest w pełni przygotowany do wydania pt. „Poranek”, z pięknymi ilustracjami Galiny Domagały. Co do bajek, na razie gramy „Księżniczkę” a wkrótce pojawią się premiery kolejnych. Przygotowuję także wystawę moich obrazów.

– Dobra passa twórcza zatem Pana nie opuszcza. A czy jest szansa na to, że choć niektóre z tych realizacji zostaną pokazane w Kościanie?
Być może. Zobaczymy…