Piłkarze Obry zaprotestowali opóźniając wyjście na boisko

Wyrazili w ten sposób swój sprzeciw wobec nieprzekazania klubowi miejskiej dotacji. Sytuacja wokół Obry nie sprzyja wynikom drużyny, która przegrała przed własną publicznością z KS Opatówek 0:1. To już trzecia z rzędu porażka podopiecznych trenera Krzysztofa Knychały w rundzie wiosennej.

Mecz rozpoczął się z 10 minutowym opóźnieniem. Piłkarze Obry postanowili w ten sposób zaprotestować przeciwko nieprzekazaniu klubowi miejskiej dotacji. W ramach protestu zrezygnowano także ze sprzedaży biletów na to spotkanie, ale kibice mogli wspomóc klub zakupem kalendarza.

Nad Obrą wisi groźba wycofania drużyny z rozgrywek. W klubie nadal liczą na porozumienie z miastem, ale mają też świadomość tego, że w razie nieotrzymania dotacji mogą być zmuszeni do zakończenia działalności. Zarząd nie chce dopuścić do zadłużenia klubu, a tym groziłoby dalsze funkcjonowanie bez miejskiego wsparcia.

Dotychczasowe rozmowy pomiędzy nowym zarządem a władzami miasta nie przyniosły jak dotąd przełomu. W najbliższym tygodniu dojdzie do kolejnego spotkania, tym razem z udziałem prawników, Obry i Urzędu Miasta. W poniedziałek na rozmowę z burmistrzem Piotrem Ruszkiewiczem wybiera się Krzysztof Knychała wraz byłymi piłkarzami Obry.

Trudna sytuacja wokół klubu nie sprzyja piłkarzom, którzy przegrali przed własną publicznością z drużyną KS Opatówek 0:1. Jedyną bramkę dla gości z rzutu karnego zdobył Mateusz Spychalski. Pomimo nie najlepszej gry Obra mogła to spotkanie co najmniej zremisować. W pierwszej połowie bliski strzelenia bramki był Tomasz Marcinkowski, ale do szczęścia zabrakło może z 10 cm. W drugiej znakomitą okazję do wyrównania miał Mateusz Adamski, który również nie trafił. Pod koniec meczu na granicy pola karnego sfaulowany został Tomasz Marcinkowski. Piłkarze Obry domagali się odgwizdania „jedenastki”, ale sędzia podyktował tylko rzut wolny. Niestety, pomimo bliskiej odległości, nie udało się oddać strzału na bramkę.

Trudno zmobilizować zespół do walki, gdy wisi nad nami groźba wycofania drużyny z rozgrywekmówi Krzysztof Knychała, trener Obry Kościan. – Jesteśmy w głębokim kryzysie. Piłkarze są mentalnie rozbici, przez co trudno mi do nich dotrzeć ze swoimi uwagami. To widać w szatni. Będąc w takim dołku psychicznym nawet remis by nas uszczęśliwił. Jedynym pozytywem dzisiejszego spotkania jest to, że w drugiej połowie w końcu podjęliśmy walkę na boisku. Tydzień temu w meczu z Kotwicą Kórnik było tak źle, że nie mogłem poznać tego zespołu. Dalsze przeciąganie sporu wokół miejskiej dotacji nie wróży nic dobrego. Tylko dzięki znakomitej grze w rundzie jesiennej nasza sytuacja w tabeli nie wygląda jeszcze najgorzej. Wyobraźmy sobie co by było gdybyśmy byli w strefie spadkowej. Jeśli w ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni nie dojdzie do dialogu i kompromisu pomiędzy klubem a miastem, to nie będziemy w stanie tak dalej funkcjonować.