Kiedy to minęło?

Na temat 12 lat kadencji, o mieście z dzisiejszej perspektywy, a także o ocenie rozkładu sił na lokalnej scenie politycznej i o nowej służbie na rzecz miasta rozmawiamy z Michałem Jurgą, byłym burmistrzem Kościana i obecnym radnym oraz członkiem zarządu powiatu kościańskiego.

– Rozmawiając przed dwoma tygodniami z nowym burmistrzem Piotrem Ruszkiewiczem pytałam go o ocenę układu sił w Radzie Miejskiej. Dzisiaj Pana chciałam prosić o taką ocenę, jak również o skomentowanie zawiązanej koalicji PZK-PiS-PSL w powiecie.
Patrzę z lekkim sceptycyzmem na funkcjonowanie zarówno jednej, jak i drugiej rady, bo niepokoi mnie fakt wejścia w tak dużym zakresie partii politycznych na lokalny szczebel. Mam nadzieję, że nie przełoży się to na ograniczenie suwerenności radnych, którzy będą słuchać swoich partyjnych przełożonych. Chciałbym, aby radni, którzy pochodzą z różnych środowisk, stawiali przede wszystkim na dobro mieszkańców, a sesje nie były nasączone wystąpieniami politycznymi. A co do mojej oceny tzw. koalicji, jestem zdziwiony, że w ten właśnie sposób określa się zawarte między nami porozumienie. Umowę koalicyjną zawierają bowiem poszczególne ugrupowania, a myśmy zawarli jedynie pewne porozumienie pomiędzy grupą 10 radnych. W tym porozumieniu jest napisane, że zgadzamy się na personalny rozkład stanowisk – i to wszystko. Zresztą kiedy na sesji rekomendowałem kandydata na stanowisko starosty czy przewodniczącego rady, to mówiłem wyraźnie, że występuję w imieniu grupy radnych. Niestety zauważam, że podziały i agresja, które płyną z najwyższych szczebli władzy są zaraźliwe. W rezultacie nawet na dole zaczynamy mieć niekontrolowane odruchy wobec drugiego człowieka, który ma inny światopogląd od naszego. W moim ostatnim wystąpieniu w roli burmistrza, które miało miejsce 11 listopada, mówiłem zresztą, że życzyłbym sobie, abyśmy stanowili pewną jedność. Oczywiście nie chodzi o to, by we wszystkim się zgadzać, ale nie można zapominać, że działamy dla dobra wspólnego.

– Cofnijmy się o 12 lat. Co zdecydowało o tym, że postanowił Pan kandydować na burmistrza Kościana?
To było tak dawno, że już nie pamiętam. A mówiąc poważnie, ciężko jednoznacznie wskazać decydujący moment czy powód. Nie była to moja indywidualna decyzja, tylko przyjęcie pewnego kierunku działania przez całe Porozumienie Ziemi Kościańskiej. Chcieliśmy poszerzyć nasz wpływ na miasto i inne gminy powiatu. I to się udało, a nawet stał się swego rodzaju fenomen, gdyż przez dwie kadencje nasze porozumienie sprawowało władzę we wszystkich gminach łącznie z powiatem. Oczywiście przyjęta przez nas formuła po pewnym czasie – jak wszystko – zużyła się. Dlatego do tych wyborów podchodziliśmy z wielką pokorą, bo zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że ludzie mogą być już zmęczeni PZK.

– Czy te trzy kadencje Pana burmistrzowania minęły szybko?
Patrząc z dzisiejszej perspektywy, rzeczywiście nasuwa się pytanie, kiedy to minęło. Jednak będąc w środku kadencji, ilość spraw i problemów do rozwiązania powoduje, że człowiek skupia się na nich całkowicie i nie ma poczucia szybko mijającego czasu. Chcę jeszcze podkreślić, że to, iż w miarę sprawnie udało się przebrnąć przez te 12 lat, to również zasługa całego zespołu, z którym pracowałem. Szczególnie pomocne były dwie młode osoby, które cały czas stały obok mnie. Mam tu na myśli wiceburmistrza Macieja Kasprzaka, szczególnie zaangażowanego w trudne projekty inwestycyjne oraz sekretarza gminy Łukasza Posteramczaka, kluczącego w zawiłych i często niezrozumiałych przepisach. Ponadto podziękowania należą się także Kindze Czarneckiej kierującej Wydziałem Infrastruktury i Rozwoju Miasta za jej zaangażowanie i niezwykłą solidność w procedowaniu wszystkich projektów.

– Czy Kościan jest dzisiaj innym miastem niż 12 lat temu?
To bardzo trudne pytanie. Bo jak jest się w środku tego wszystkiego, to nie dostrzega się zmian. Ja ciągle byłem z czegoś niezadowolony i gnębiły mnie pytania typu: „dlaczego tak wolno?”, „dlaczego niektórych spraw nie udało się jeszcze rozwiązać?”, Łatwiej dostrzec zmiany z dystansu. Bez wątpienia jednak wiele udało się zrealizować. Ponadto są sprawy, które zostały rozpoczęte i dadzą rezultat po pewnym czasie. Mogę chociażby wskazać, że aż 10 lat poświęciliśmy na przygotowywanie projektu modernizacji linii kolejowej przebiegającej przez Kościan. Niektórzy mogą wytykać, że to inwestycja PKP, więc rola miasta była tu niewielka. Ja jednak wiem, że gdyby nie zaangażowanie urzędników miejskich, którzy pomagali przy powstającym projekcie, to efekty mogłyby być mizerne z punktu widzenia rozwiązań miejskich. A tak linia kolejowa w końcu przestanie dzielić miasto na dwie części i stanie się ponownie przyjazna mieszkańcom, jak to było w XIX w. Ważne są także dwie inne inwestycje zewnętrzne, czyli oczekiwana droga ekspresowa oraz perspektywa północnej obwodnicy miasta. Mówię o tym dlatego, że te rozwiązania komunikacyjne posłużą nam na lata.

–  Został Pan członkiem zarządu powiatu. A nie kusiło Pana, by stanąć na czele tego zarządu i zostać starostą?
Hm… I tak, i nie. Muszę powiedzieć, że duża akceptacja społeczna w powiecie, którą uzyskaliśmy jako PZK, a także mój wysoki wynik wyborczy, nałożyły na nas konieczność przejęcia odpowiedzialności. W grę wchodziły dwie osoby, które mogłyby podjąć trud pokierowania powiatem, czyli ja i Henryk Bartoszewski. Nie było to dla nas łatwe, bo obaj jesteśmy przedstawicielami pokolenia schodzącego, a świat i sprawy bieżące galopują. Przyznaję, że miałem moment zastanowienia, czy jeszcze podjąć rękawicę. Ostatecznie jednak wybraliśmy z obecnym starostą właśnie to rozwiązanie deklarując, że będziemy się nawzajem wspierać. Po dwóch tygodniach funkcjonowania nowego zarządu dochodzę do wniosku, że była to dobra decyzja. Będę mieć czas na nadrobienie zaległości na innych polach, natomiast obecne miejsce pozwala mi na to, aby z niego zadbać o sprawy miasta.

– Kiedy mieliśmy okazję rozmawiać po raz pierwszy, a było to 8 lat temu, czyli na początku drugiej kadencji, wspominał Pan o tym, że chciałby, by Kościan był miastem kompletnym. Czy podtrzymuje Pan to dążenie i na ile udało się je wcielić w życie?
Miasto kompletne to takie, które jest w stanie zaspokajać rosnące potrzeby mieszkańców w dziedzinach życia i pracy, ale także takie, które ma dobre powiązania komunikacyjne z innymi ośrodkami. Dziś jesteśmy na najlepszej drodze, by to osiągnąć. Faktem jest, że wielu kościaniaków dojeżdża do pracy do Poznania lub w jego okolice. To jest jednak w większości wybór, a nie konieczność. Nasi lokalni przedsiębiorcy nie są w stanie konkurować pod względem oferowanego wynagrodzenia z dużymi koncernami skupionymi wokół metropolii. Dlatego wielu kościaniaków dojeżdża do pracy, ale jednak żyje tutaj, gdzie ceny nieruchomości są o wiele niższe. Kościan to także slow city, czyli miejsce do spokojniejszego życia. Dotyczy to zresztą nie tylko samego miasta, ale również gminy, której coraz bliżej jest do miasta.

– Muszę zapytać o jeszcze jedną rzecz, a mianowicie o wygłaszane przemówienia, do których ma Pan wyjątkową lekkość. Czy to humanistyczne zacięcie ułatwia Panu tak trafne i zwarte wyrażanie własnych myśli?
Ja się nigdy nad tym specjalnie nie zastanawiałem, ale moja żona zawsze podkreślała, że mam pewien dar. Chyba rzeczywiście to zasługa Najwyższego, że zawsze potrafiłem te myśli, które chodziły mi po głowie, w miarę zrozumiale podać. W pewien sposób tę umiejętność wykształciłem także pracując w szkole. Musiałem dotrzeć do uczniów i skupić ich uwagę, co nie jest łatwym zadaniem. Starałem się więc nie być gawędziarzem, ale skoncentrować się na jednym wydarzeniu czy temacie. Muszę tez powiedzieć, że nie lubię posiłkować się kartką, bo ona mnie od razu rozprasza. Tymczasem istotne jest zachowanie kontaktu z odbiorcą. I przyznam także, że nawet po takim czasie każde wystąpienie publiczne jest zawsze obarczone stresem z mojej strony. Pojawia się pytanie, czy rzeczywiście przekazałem to co chciałem i jak to zostało odebrane.

REKLAMA