Jachtostopem na Karaiby i dalej…

Podczas ostatniego spotkania z podróżnikami usłyszeliśmy opowieść o pięknych, dalekich miejscach. Ale podróż Marka Kramarczyka składała się nie tylko z przyjemności, a okupiona była codzienną pracą.

Łącznie 3-letnia włóczęga po morzach i oceanach była szaloną przygodą. By móc dotrzeć do takich miejsc, jak Martynika, Sint Maarten, Bora Bora, Galapagos czy Markizy, potrzebne są jednak spore pieniądze. By je zdobyć, bohater spotkania zatrudniał się na jachtach, które docierały w te bajkowe miejsca.

Jak przyznał Marek Kramarczyk 90 procent czasu podczas takiej podróży składało się na pracę, ale za to 10 procent, które zostawało, mógł wykorzystać we wspaniały sposób, czyli opływać wyspy motorówką, fotografować zwierzęta czy nurkować w oceanie.

Zgromadzeni w Kościańskim Ośrodku Kultury słuchali tej prezentacji z dużym zaciekawieniem i rozmarzeniem. Wszystkich zainteresowanych tymi miejscami odsyłamy na stronę marekkramarczyk.com.